81 dni od otwarcia mojej agencji DC Marketerzy,
26 dni od operacji,
16 dni od premiery „Wzajemnie”,
5 dni od Lens Days…
Wszystko dzieje się tak szybko, że nie byłam w stanie podzielić się jeszcze emocjami po premierze, która tak naprawdę wciąż trwa. Wczoraj dostałam kolejną wiadomość związaną z filmem, czyli mail z propozycją festiwali z wydziału festiwalowego Warszawskiej Szkoły Filmowej. I tu już nawet nie chodzi o to, czy przejdę do dalszego etapu. Chodzi o to, że w mojej szkole, wśród tylu zdolnych twórców, zostałam zauważona i ktoś uwierzył w mój film. Kiedy studiowałam, nie interesowałam się tym, bo spełnieniem marzenia było samo studiowanie reżyserii. Długo nie wiedziałam nawet, że taki wydział istnieje. Dlatego już teraz dziękuję Pani Barbarze Pawłowskiej, która dostrzegła mój film i postanowiła dać mu szansę. Wiem, że to ogromne wyróżnienie już na etapie szkoły – pójść dalej właśnie z jej ramienia. Dziękuję, za zauważenie.
Ale wróćmy do premiery, bo nie oszukujmy się… kto w poniedziałkowy wieczór, przy minus kilkunastu stopniach na zewnątrz, po długim weekendzie, idzie do kina na film krótkometrażowy? Komu się chce. A jednak… Oprócz mojego nieodzownego asystenta kamery Jarka, który dojechał prosto z Oświęcimia, ekipy z Warszawy, na premierę dotarło około 300 osób. Ludzi, którzy chcieli zobaczyć film, który w pewien sposób stanie się moim podpisem w świecie filmu.
Wieczór był naprawdę niezwykły, choć dzień zaczął się bardzo prozaicznie: od zdjęcia szwów.
Owacje na stojąco, kwiaty w ilości, jakiej nigdy wcześniej nie dostałam, i mnóstwo rozmów o filmie. Dobrych rozmów. I jeszcze lepszych emocji, które chciałam przekazać. Na bankiecie spory o to, która scena była najlepsza, pytania o celowe igranie z widzem, o wprowadzanie go w błąd. Każdy zobaczył coś innego. Tę samą historię, ale zinterpretowaną przez pryzmat własnego życia. Mogłam się tym tylko napawać, bo poruszać ludzi do refleksji to mój jedyny cel kiedy tworzę.
Wiedziałam, że “Wzajemnie” to film trudny i ciężki. O rozpadzie małżeństwa, o przemocy psychicznej, która niestety w dzisiejszych czasach towarzyszy nam na każdym kroku. O relacjach, które tak naprawdę już nie istnieją. Chciałam zwrócić uwagę na to, że przemoc bardzo dobrze czuje się w ciszy. Narastający ładunek emocjonalny, który eskaluje, aż w końcu musi się wydostać. Jedna osoba mówi, a gdy druga „odda” — ta pierwsza zamienia się w ofiarę. Błędne koło WZAJEMNEJ niechęci.
Ten film staje się jednak dla mnie projektem zamkniętym. Jestem człowiekiem procesu, a po zamkniętym dziele naturalnie marzę o kolejnym. Choć trudno się odciąć, bo nawet dwa tygodnie po premierze wciąż zgłaszają się osoby, które potrzebowały czasu, by poukładać myśli i podzielić się swoimi refleksjami. Nie ma nic cenniejszego dla artysty niż świadomość, że jego praca prowokuje do analizy i myślenia.
Czas na kolejną produkcję. Na początek mój cel to dokończyć scenariusz. Inny temat, inna historia i zupełnie inny problem społeczny. Tym razem chcę dotknąć tego, jak bardzo polaryzacja polityczna sprawia, że gdy ktoś ma inne zdanie niż my, natychmiast przypisujemy go do „naszej” lub „ich” strony. Nie cenimy ludzi myślących samodzielnie, bo łatwiej wrzucić ich do znanych szuflad niż spróbować zrozumieć każdego osobno.
Chcę przyjrzeć się człowiekowi w sytuacji kryzysu społecznego, politycznego i humanitarnego. Czy naprawdę istnieje tylko jedna słuszna ścieżka? A może każda jest właściwa dla kogoś innego? Czy naprawdę musimy być z kimś, żeby nie być przeciwko komuś?
Czas na kolejną historię. Bo wierzę, że to właśnie dzięki opowieściom zaczynamy rozmawiać. A rozmawiając o historiach, swoim doświadczeniu i widząc różne punkty widzenia, mamy szansę dogadać się jako społeczeństwo — ponad podziałami. Z szacunkiem do siebie nawzajem i do własnych wyborów.
Na koniec…
Dziękuję, że byliście ze mną na premierze. Dziękuję za wsparcie i wiarę. Dziękuję moim klientom — tym nowym i tym, którzy poszli za mną. Dziękuję za cierpliwość związaną z moją chwilową niedostępnością ze względu na zdrowie. I dziękuję, że po prostu jesteście…