AI, fonetycznie mówiąc: „ei ai”, a po naszemu, polskiemu czytając: „Aj!” W języku polskim wykrzyknienie „aj” jest używane jako spontaniczna reakcja na zaskoczenie, ból fizyczny lub irytację spowodowaną np. zapomnieniem czegoś. Ostatnio, obserwując profile ludzi, szczególnie na Instagramie, LinkedIn i Facebooku, chciałabym krzyknąć: Aj! – zabolało od nienaturalnego perfekcjonizmu! Marka osobista to przede wszystkim kompetencje i ciężka, długa, często monotonna praca i charyzma, a nie generowanie swoich nienaturalnych zdjęć w oparciu o AI, by tylko wyglądać bardziej profesjonalnie.
Okazuje się, że operacje plastyczne przestały być potrzebne, a utrata wagi na zdjęciu to kwestia załadowania własnej fotografii i promptowania (formułowania skutecznych instrukcji oraz nasycenia wiedzą w konkretnym zapytaniu czy zadaniu). Później AI generuje tzw. zdjęcia biznesowe, na których ludzie pojawiają się na wieżowcach o zachodzie słońca, w nienagannych garniturach i fryzurach, w przeszklonych biurach o miesięcznym wynajmie wartym tyle, co roczny kredyt za ich mieszkanie.
Ciekawe, że już w latach 20. XX wieku o szklanych domach pisał Żeromski. W „Przedwiośniu” miały one symbolizować postęp, dobrobyt i lepsze jutro dla Polski. Dziś mamy ich nowoczesną, cyfrową wersję – wirtualne, generowane przez AI. Zamiast realnej, ciężkiej pracy i wiedzy opartej na doświadczeniu i kompetencjach, dostajemy fejkową rzeczywistość, w której wystarczy dobrze spromptować generator, aby stanąć w garniturze na tle szklanych domów. Szklane biura na zdjęciach mają budować prestiż, ale to tylko bajka, którą łatwo zweryfikować w zderzeniu z rzeczywistością.
Przyznam się bez bicia – w moim biurze od 8 lat stoją te same meble – kupione w Ikei. Lubię je i nie czuję potrzeby, by je zmieniać skoro nadal spełniają swoją funkcję. Problem w tym, że wielu woli wierzyć w te AI-szklane domy, niż pokazać to, co nie jest idealne albo tanie. Nie trzeba jeść sushi i publikować zdjęć lunchu, by być prezesem czy specjalistą – kanapki też są ok.
Wiecie, w czym mam największy problem w social mediach i tworzeniu treści? Mam wrażenie, że regularnie swoimi postami palę mosty. Do tego nie potrzebuję doradztwa AI – wystarczy, że jestem sobą i mówię, co myślę. Moja koleżanka E. wciąż mnie stopuje w robieniu tego, co uważam za słuszne, na rzecz tego, co ma w sobie odrobinę dyplomacji. Każe się zatrzymać, wziąć oddech i postępować z głową. Najczęściej ma rację, bo nigdy nie wiem, kiedy i po co będę musiała do kogoś w jakiejś sprawie zadzwonić.
Nigdy się też do tego nie przyznawałam, ale tak naprawdę, pisząc każdy post, najczęściej myślę o jednej osobie, do której go kieruję. Nie chcę trafiać do MAS i uogólniać treści dla większego zasięgu. Chcę powodować zmiany na lepsze, zaczynając od zmuszenia do refleksji pojedynczych osób.
Tylko komu chce się poświęcić godzinę na pisanie treści tylko dla jednej osoby, która nie niesie ze sobą korzyści finansowej? No cóż, zawsze byłam trochę dziwna i pewnie właśnie to czyni mnie na swój sposób unikatową. Najczęściej, analizując historię i postępowanie jednej osoby, zaczynamy zauważać, jak wiele osób zmaga się z tym samym lub podobnym problemem – lub, jak kto woli w świecie coachów, wyzwaniem. Jesteśmy do siebie tak bardzo podobni, że wciąż próbując gonić za trendami świata, znów się upodabniamy. Ale ludzie są jak drewno – to właśnie niedoskonałości deski czynią każdy stół unikatowym. Ja jestem tak niedoskonała, że aż nie do podrobienia.
Chciałabym dać radę osobom (choć o to oczywiście nie proszą), które bazując na sztucznych wytworach AI, chcą wykreować markę osobistą: TO SIĘ NIE UDA. Pamiętam, co powiedział mi P. Radosław Piwowarski podczas pracy nad moim filmem: „Jeśli aktor jest zbyt piękny, nikt nie uwierzy w historię.” Ludzie kochają piękno, ale wierzą tylko w to z defektem.
Jeśli ktoś bierze od Ciebie kupę kasy, by stworzyć Twoją markę osobistą, a nie zastanawia się, jak zmonetyzujesz swój brand i w jaki sposób koszty – finansowe lub czasowe – do Ciebie wrócą, uciekaj. Jeśli ktoś mówi: „Pisz angażujące treści i inspiruj” – uciekaj. Jeśli ktoś chce tworzyć Twój wizerunek, nie zadając pytań i nie analizując Twojej przeszłości – uciekaj.
Każdy człowiek składa się z historii i doświadczeń, a ludzi pochłania jego case study (studium przypadku), a nie puste hasła w stylu: „Bądź silny/a”, „Postaw na pasję”, „Każde wyzwanie to szansa”. Może jeszcze 10 lat temu bym w to uwierzyła, ale teraz wiem, że każde hasło, które jest w stanie wygenerować Ci AI, nie jest warte niczyjej uwagi – bo może mieć je każdy.
Każdy może mieć piękne, wygładzone słowa, dopracowane do perfekcji przez AI. Każdy może mieć idealne zdjęcia, podkręcone algorytmami tak, że sam siebie nie pozna. Każdy może stworzyć wizerunek, który wygląda jak sukces, ale sukcesem nie jest. Bo wizerunek bez treści to tylko pusta fasada. A fasady nie budują mostów – one się rozpadają przy pierwszym mocniejszym podmuchu rzeczywistości.
Prawda jest taka, że ludzie nie potrzebują kolejnych inspirujących frazesów ani sztucznej doskonałości. Potrzebują prawdy. Historii, która ma rysy i pęknięcia, bo tylko wtedy można w nią uwierzyć. I tylko wtedy można coś z niej wynieść. Więc jeśli chcesz budować swoją markę, zacznij od czegoś, czego AI nigdy Ci nie wygeneruje – od siebie.