Blog

Ściemologia wirusem naszych czasów

Ściemologia i ściemologizm – brzmi poważnie? Prawie jak jakaś nauka z Oxfordu. Ale nie dajcie się zwieść. Ściemologia to sztuka gadania bzdur z taką pewnością siebie, że ludzie kiwają głową i mówią: „Wow, to genialne!”, “Naprawdę?!”, “Też bym tak chciał!”. A potem powtarzają to dalej, już z własną interpretacją, dodając kolejną warstwę ściemy i powołując się na znajomego, znajomego, który był świadkiem. Efekt? Lawina bzdur, której nie zatrzyma już żaden fact-checker na świecie.

Pierwszy przystanek: media społecznościowe. Instagram, Facebook, TikTok, LinkedIn, X  — tam ściemologia ma swoje eldorado. Widzisz influencera, co wczoraj sprzedawał suplementy, a dziś jest ekspertem od inwestowania w kryptowaluty. Jutro będzie doradzał, jak bezpiecznie podróżować i szczepić dzieci, mimo że jego jedynym „dzieckiem” jest fikus na parapecie.

Ludzie łykają te „mądrości” jak pelikany. Bo jest ładnie opakowane, niebrzydka twarz z dobrym filtrem, ładne tło i chwytliwy opis typu: „5 kroków do sukcesu!” lub “najzdrowsza dieta mnichów”. Jednak rzeczywistość to nie gra planszowa. Sukces to bardziej 500 kroków w różnych kierunkach, kilka upadków na twarz i refleksja: „Co ja w ogóle robię?”, “Dlaczego znów mi nie wyszło?” i “Czy mam siłę, by znów próbować?” A dieta, która jest cudem dla jednej osoby, może być gwoździem do trumny dla innej. 

Idziemy dalej. Ściemologia w pracy. Spotkania, na których ludzie mówią dużo, ale tak naprawdę nic konkretnego z tego nie wynika. „Musimy zoptymalizować nasze synergie i zintensyfikować KPI w kontekście growth hackingu” lub “Skupmy się na wartościach, bo to one tworzą core każdej firmy” – aha, no dobra? Czyli o co konkretnie chodzi? Cisza. Nikt nie wie, ale wszyscy kiwają głową, bo przecież brzmi profesjonalnie. Im więcej angielskich skrótów, tym projekt wydaje się ambitniejszy. Mamy też magiczne raporty, prezentacje z wykresami, które pokazują wszystko czego odbiorca oczekuje, by znów poczuć się natchniony. Kolorowe slajdy i hasła typu: „Innowacyjna transformacja cyfrowa”. A w praktyce? Nowy Excel z dwoma dodatkowymi kolumnami.
No i nie zapomnijmy o cudownych wypłatach, o których każdy mówi, ale willi za nie nie kupuje, a na wakacje pozwala sobie raz do roku, jak akurat komunia dziecka nie wypadnie. Większość niewyobrażalnej pensji przeznacza na kredyt, leasingi, coraz wyższe opłaty i raty za nowy komputer lub ekspress do kawy. 

Ale ściemologia to nie tylko social media i praca. To też zwykłe codzienne życie, któremu chcemy nadać wartość wyższą niż jest normalnie. Ilu znasz ludzi, którzy udają, że są kimś, kim nie są lub że ich życie jest tak niezwykłe, że nie mogą się opanować, by nie opublikować zdjęcia niedzielnego rosołu? Jakby nie mogli wyjść z podziwu, że są dorośli i potrafią to co większość dorosłych. Do tego niekończące się historyjki o dzieciach na spotkaniach rodzinnych: „Moja córeczka to geniusz, zna pięć języków i gra na fortepianie. Do tego jest tak dojrzała emocjonalnie, że nawet przedszkolanka na to zwróciła uwagę” – jakby nie chwaliła dzieci większości rodziców, by tylko dobrze napisali w Google Moja Firma o ich przedszkolu. A w czasie opowieści genialna córeczka w kącie wpycha plastelinę do skarpetki, wchodząc na wyższy poziom wyrazu artystycznego, który tak inspiruje rodziców. 

Do tego ci ściemolodzy, co zawsze mają „idealne życie”. Na Instagramie wszystko piękne: podróże, work-life balance, fit śniadania, idealne fryzury i makijaże w romantycznym zachodzie słońca. W rzeczywistości? Kłótnie o to, kto nie wyniósł śmieci, zatwardzenie spowodowane przecenionymi owocami morza (znaczy rybami) i rozpuszczalna kawa ze słoika. 

Według mnie ściemologia to taki wirus współczesności, który nęka nas równie mocno co inne pandemie. Ale na szczęście na niego, każdy ma indywidualne lekarstwo: zdrowy rozsądek i odrobinę sceptycyzmu. A czasem po prostu głośny śmiech i dystans. Zrozumienie, że trzeba obserwować i wyciągać wnioski, zamiast słuchać i wierzyć w górnolotne hasła, których jedynym celem jest sprzedaż produktów lub własnego wizerunku. Każdy z nas ma czasem brudny samochód, przepocone ubrania, pryszcz na tyłku czy najzwyklejszy w świecie wkurw w pracy. Nie jesteśmy idealni i życie żadnego człowieka nie jest, bo nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć i nie na wszystko mamy wpływ. 

Co robię dla zdrowszego życia? Nie porównuję się do ściem i doceniam nie zawsze idealną prawdę, nawet jeśli nie błyszczy i jest niewygodna. Bo rzeczywista rzeczywistość może czasem kopać, ale przynajmniej wiadomo, że nadal się żyje.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka