Blog

Rozejrzyj się.

Wstałam dziś rano po zarwanej na planszówkach z mężem nocy. Zrobiłam sobie kawę,
obejrzałam odcinek serialu i wyszłam przed dom. Rozejrzałam się i uśmiechnęłam do siebie.
Poczułam wdzięczność, która tak dawno mnie nie odwiedzała. Poczułam ciepło wewnątrz i w
tę jedną chwilę zrozumiałam więcej, niż dostrzegałam przez ostatnie kilka miesięcy.

Znów poczułam w sobie ogromną kreatywność i chęć tworzenia. Opowiadania historii i
przekazywania emocji, które sprawiają, że czujemy się mniej samotni. Czujemy się
zainspirowani i pełni mocy w świecie, w którym schemat codzienności przekuwamy w
niezwykłość naszego życia.

W pędzie problemów i przytłaczających spraw zapominamy, że przecież żyjemy w jakimś
celu. Przede wszystkim żyjemy dla siebie, po to, by przeżyć każdy dzień w niepowtarzalny
dla siebie sposób. Jeśli wciąż czekamy na jakieś wydarzenie: na weekend, wakacje, święta
czy inne „kamienie milowe”, okazuje się, że w owej poczekalni spędzamy kilka miesięcy
tylko po to, by celebrować cztery godziny. Brzmi absurdalnie? Bo jest.

Mimo że moje ciało nigdy nie było w gorszym stanie, tryskam radością. Mimo że odczuwam
ból, który powinien mnie unieruchomić, tym bardziej doceniam każdy dzień. Chcę czuć się
szczęśliwa, nawet kiedy coś mnie boli. Chcę czerpać pełnymi garściami z każdego dnia,
nawet kiedy na coś czekam. Nie chcę kurczowo trzymać się przeszłości, blokując możliwość
wzrostu w przyszłości. Chcę być najlepszą wersją siebie dla siebie, bo przecież z nikim nie
spędzam tyle czasu co ze swoją własną osobowością. Może właśnie ten ciężki stan sprawia,
że pragnę czerpać z życia bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie zgadzam się na
unieruchomienie do końca życia. Wrócę do siebie silniejsza, z ogromnym zapałem do
smakowania wszystkich wymiarów życia.

Zaczynam pracę nad kolejnymi historiami. Znów chce mi się tworzyć i zatapiać w opowieści,
które powodują w człowieku katharsis – budzą emocje i oczyszczają. Nie chcę, by ktoś czuł,
że traci czas, przyglądając się moim dziełom. Chciałabym, by miał refleksję i przez kilka
godzin zastanawiał się i przekładał na siebie to, co zobaczył. Sztuka może mieć formę
terapeutyczną i chciałabym, żeby właśnie moje dzieła taką miały.

Zatrzymuję się i patrzę wstecz, ale tylko po to, by czuć dumę z tego, co w życiu zbudowałam
i z decyzji, które podjęłam. Przecież to dzięki nim mogłam przeżyć tak wiele do tej pory.
Dzięki nim mogłam zrobić tak wiele… bo przecież zupełnie obiektywnie – zrobiłam. To
dzięki odwadze, by działać, zamiast wciąż narzekać (jak to robiłam ostatnio), udało mi się
zrealizować tak wiele celów, które z pozoru wydawały się nierealne.

Nie jestem mężczyzną. Nie jestem dyplomatką. Nie jestem politykiem. Nie jestem
urzędnikiem. Nie jestem trybikiem w korporacyjnej maszynie. Nie jestem księżniczką. Nie
jestem marionetką. Nie jestem złotą rybką. Nie jestem checklistą. Nie jestem bankomatem.
Nie jestem „dziewczyną z reklamy”. Nie jestem przypadkiem medycznym. Nie jestem
oczekiwaniem innych. Jestem Marta. Aż Marta i aż kobieta.

Mam wrażenie, że właśnie rozpoczynam pierwszy dzień mojego nowego życia. Czuję w sobie
tylko radość przed tym, co nadchodzi. Czuję w sobie odpuszczenie i uwolnienie od
oprawców, których tak dzielnie pielęgnowałam w podświadomości. Uwalniam ich, bo to
przez nich nie mogę unieść się wyżej, a ja chcę być wyżej. Chcę być ponadto wszystko.

Czerpać, kochać, tworzyć, spełniać się i żyć pełną piersią wśród miłości i pasji, które mnie
przepełniają. A zresztą – jakoś sobie przecież radzę. Przecież jestem , a nie TYLKO.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka