Wczoraj spotkałam się na porannym śniadaniu z dwiema osobami, które są jednymi z najbliższych w moim życiu. Kiedy znasz kogoś dwadzieścia lat i mimo wszystkich zmian, które pojawiają się po drodze, nadal decydujecie się być przy sobie, to pokazuje prawdziwą wartość tej relacji.
W moim życiu i w życiu moich przyjaciółek na przestrzeni lat zmieniło się właściwie wszystko. Połączyła nas pasja, bo poznałyśmy się na zajęciach tanecznych. Dwadzieścia lat później jestem matką chrzestną syna jednej z moich przyjaciółek, z czego jestem cholernie dumna. Może nie jestem najlepszą ciocią, bo nie zawsze mam czas, ale z pewnością będę zawsze wtedy, kiedy będzie mnie potrzebował.
Przyjaźń to jedna z najbardziej skomplikowanych relacji w naszym życiu. Tworzy się między ludźmi, bazując na osobowości, podobieństwach albo różnicach charakteru, ale w przeciwieństwie do związków nie ma w niej popędu, podłoża seksualnego czy atrakcyjności fizycznej. Jest tylko to poczucie, że z kimś jest nam dobrze do tego stopnia, że nie musimy nic udawać ani niczego ukrywać. Czujemy się po prostu swobodnie. Tak dobrze, że nadal chcemy być.
Zmieniamy się i wszystko w naszym życiu też się zmienia. Stajemy się żonami, matkami, mamy kryzysy zawodowe, lęki, depresję i jesteśmy kłębkiem naszych nieprzepracowanych traum. Są jednak ludzie, którzy przy nas idą, nie próbując nam na siłę nic wciskać, bo wiedzą, co z czego wynika. Mogą wysłuchać i wesprzeć, ale z szacunkiem zostawiają decyzje nam samym. Bo czasem warto powiedzieć swoje zdanie, ale świadomość, że to tylko Twoje zdanie, jest ważniejsza niż mówienie komuś, co powinien zrobić.
Kiedy byłam młodsza, a przede wszystkim głupsza, nieraz mówiłam ludziom, co według mnie powinni zrobić. Zmierzając jednak w stronę czterdziestki, wiem, że to nie jest sposób, na który dziś bym sobie pozwoliła. W naszym życiu, a przede wszystkim w nas samych, jest tyle rzeczy, które wpływają na nasze decyzje, że nic nie jest już zero-jedynkowe. Życie z czasem staje się jeszcze bardziej skomplikowane, bo bagaż jest coraz cięższy, ale za to my mamy coraz bardziej wyjebane. Szczególnie na to, co pomyślą inni.
Przyjaźń to dla mnie synonim zrozumienia i braku oceny. To umiejętność wysłuchania zamiast ciągłego gadania i szukania rozwiązań, które czasem są oczywiste, ale kluczem jest to, by ta osoba sama je w sobie odnalazła. Bo zmiana zaczyna się od naszej decyzji, a nie od cudzej oceny.
Moje przyjaźnie to moje błogosławieństwo i nigdy nie przestanę być wdzięczna za to, że wszystko w życiu się zmienia, ale te najprawdziwsze relacje zostają na zawsze. Dziękuję, Wszechświecie, za te dziewczyny, bo bez nich czuję się zagubiona i przestaję być sobą. A dla nich nie jest ważne, czy jestem w najlepszej, czy w najgorszej wersji siebie. One akceptują wszystkie.