Blog

Posprzątane…

Jechaliście może ostatnio Lipową? Wygląda naprawdę kiepsko… brudne zaspy, zgaszone światełka, które bardziej kojarzą się z nieuprzątniętym bałaganem po świętach niż z ozdobą. Luty i marzec to zawsze miesiące, w których poświąteczne, wcześniej przecudne dekoracje zamieniają się w bezemocjonalne symbole zeszłorocznych świąt. I rozumiem czemu Lipowa nie jest jeszcze sprzątana. Z tego samego powodu, dla którego u mnie na domu wciąż wiszą niewłączane światełka. Jest za zimno i za ślisko, żeby wziąć się za porządki, które najczęściej kojarzą nam się z wiosną. Czekamy więc na cieplejszy moment, żyjąc wśród elementów rozpadu, jak chociażby czarny już zupełnie pozbawiony uroku śnieg. W końcu sam zniknie…

Topniejący śnieg wyciąga z swoich czeluści śmieci, psie kupy i wszystko to, co przez jakiś czas było całkiem nieźle ukryte. To, co się teraz pojawi, znów trzeba będzie posprzątać, żeby móc cieszyć się pięknem naszego miasta i naszych prywatnych ogródków. 

A przed porządkami – zamierzamy w czasie czekania na lepszy czas tracąc go przecież nieodwracalnie… Niewiele kupujemy, bo po świętach już nawet pieniędzy nie chce się wydawać. Wolimy trzymać zaskórniaki na wakacje, odkładać na nową kolekcję Wiosna–Lato i przeczekać ten moment zawieszenia, w którym ani zima nie jest już atrakcyjna, ani wiosna jeszcze nie zdążyła nas naprawdę rozpędzić. Walentynki trochę na siłę, bo „trzeba coś zrobić”. Tłusty czwartek żeby sobie pofolgować. I Wielki Post, który zacznie się już w tym tygodniu. Czterdzieści dni przypominających o poświęceniu i śmierci jednostki dla ogółu. Kiedyś mam wrażenie, że był bardziej obecny w ciszy i skupieniu… a może to kwestia tego, że nie mieszkam już w małej miejscowości i w takich miastach jak Białystok Post mija nas gdzieś obok. Przecież to też chyba czas, by posprzątać we własnym życiu?

A czy naprawdę są odpowiednie momenty na sprzątanie? Czy to tylko kwestia tego, że mimo wszystko wciąż jesteśmy mocno zespoleni z naturą? Żyjemy jak rozkwitające i gnijące kwiaty. Wyrastamy, pączkujemy, kwitniemy, gnijemy i zaczynamy od nowa. Potrzebujemy symboli, bo to one przypominają nam, żeby się zatrzymać w pędzie, który nie zawsze daje szansę uświadomić sobie, że zgnilizny trzeba się pozbyć, a śmieci wyrzucić.

Pamiętajmy, że każde większe porządki oznaczają znalezienie trupów w szafie, a ma je prawie każdy. Jeden w postaci kłamstwa, inny przemilczenia, odłożenia decyzji w czasie, a jeszcze inny wyparcia tego, co ważne z własnej świadomości. Warto jednak pozwolić sobie na oczyszczenie w momencie, gdy topniejący śnieg odsłania to, co ukryte. Iść z naturą i naturalnym porządkiem rzeczy, bo bez tego nie zaznamy spokoju. A spokój to największe błogosławieństwo, jakie może przynieść życie.

Może więc zamiast czekać, aż samo się roztopi, warto wybrać jedną rzecz. Jedną.
Jedną rozmowę do przeprowadzenia. Jedną decyzję do podjęcia. Jedno „nie”, które od miesięcy odkładasz na jutro. 

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka