Blog

Połowa lutego, czas na św. Walentego

Choć Walentynki wydają nam się dziś wyłącznie wymysłem złych korporacji, które w połowie lutego podkręcają target sprzedażowy w kwiaciarniach i jubilerach, to historia tego święta zaczyna się pogańskim Rzymie.

W połowie lutego natura budziła się do życia, a ludzie jak to ludzie – postawili na gry i emocje! 15 lutego obchodzono luperkalia, festyn ku czci Faunusa, boga płodności. Dzień wcześniej organizowano miłosną loterię. Dziewczęta wrzucały swoje imiona do urny, chłopcy losowali. Na czas święta tworzyli pary. Czasem na rok. Czasem na całe życie.

Brzmi bardziej jak pierwowzór reality show niż romantyczna legenda… nie sądzicie? 

W 496 roku papież Gelazy I uznał, że z pogańską loterią miłosną jednak nie do końca mu po drodze, więc luperkalia zniósł i podmienił je na najbliższe w kalendarzu liturgicznym święto męczennika Walentego. Na szczęście dla historii okazało się, że Walenty miał całkiem wdzięczny wątek miłosny w życiorysie. I tak oto duchowość wygrała z losowaniem imion… przynajmniej oficjalnie.

Dopiero w średniowieczu św. Walenty całkowicie przejął narrację. Kult świętych był wtedy realnym elementem życia społecznego: pielgrzymki, relikwie, opowieści, a mimo to w Anglii i Francji 14 lutego znów losowano imiona, kartki przypinano do rękawa i przez tydzień noszono „swojego” wybranka publicznie. Symbol przynależności. Publiczna deklaracja. Trochę jak dzisiejsze „w związku” na Facebooku.

Dziewczęta próbowały też przewidzieć przyszłość. Pierwszy zobaczony ptak miał zdradzić, za kogo wyjdą: rudzik – marynarz, wróbel – biedny, ale szczęśliwe małżeństwo, łuszczak – bogaty mąż. W Walii zakochani dawali sobie drewniane łyżki z wyrzeźbionymi sercami i kluczami i jedynym komunikatem: „Otwórz moje serce”.

I wiesz co jest dla mnie w tym najciekawsze?

To, że od tysięcy lat niewiele się zmieniło. Zmieniły się narzędzia, ale nie mechanizmy.

Losowanie imion zamieniliśmy na algorytmy. Rytuały na kampanie marketingowe i godzinne rezerwacje stolików z „wyjątkowym” walentynkowym menu, żeby przychód się zgadzał. Drewniane łyżki na biżuterię z rabatem -20% tylko dziś i tylko do północy.

Zmieniła się scenografia. Rdzeń został ten sam: potrzeba bycia wybraną albo wybranym. Potrzeba symbolu. I tej jednej, niepowtarzalnej historii do opowiadania przy stole: „A jak się poznaliście?”

Jeśli mówimy o związkach przyczyny zawsze były i są takie same: lęk przed samotnością, potrzeba założenia rodziny, bezpieczeństwo i fajnie, by było, żeby jeszcze trafiła nam się miłość w tej relacji. Reszta to opakowanie.

Pytanie nie brzmi: „czy obchodzić Walentynki?”
Pytanie brzmi: jaką historię Ty chcesz tego dnia opowiedzieć?

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka