Miała być Polska lokalna, równomierny rozwój i troska o regiony. Wyszła Polska asymetryczna – z centralą, która nie wie, że jak się zamyka jedyne drzwi, to nie wystarczy powiedzieć: “Sorry, jeszcze chwila”. Podlasie 10 lutego 2023 roku dostało pamiątkową pocztówkę z hasłem: “Ostatni pożegnanie gospodarki, która miała pecha urodzić się na wschodzie.”
To nie żart i nie scenariusz postapokaliptycznego filmu Netflixa. To rzeczywistość, która przeszła wczoraj ulicami Białegostoku. Trumny gospodarki, garść nekrologów prywatnych biznesów i morze frustracji ludzi, którzy chcą, ale nie mogą. Bo zostali ograniczeni, nie dostając nic w zamian. To nie jest polityka – to sabotaż Podlasia w slow motion.
Reszta Polski kocha mówić o „ścianie wschodniej” i o bohaterskich strażnikach granic. Ale jak przychodzi co do czego, to ściana wschodnia okazuje się być po prostu… ŚCIANĄ. Bez drzwi, bez okna, bez głosu. Kiedy zamknięto przejścia graniczne z Białorusią, lokalne biznesy straciły nie klientów – straciły tlen. Wyrok zapadł w ciszy, bo przecież kogo obchodzi, że gospodarka w Podlaskiem oddychała dzięki handlowi przygranicznemu?
Podlasie nie broni Łukaszenki. Nikt tu nie prosi o poklepanie reżimu po plecach. Ale jeśli komuś się wydaje, że wystarczy zamknąć przejście w Bobrownikach i powiedzieć „radźcie sobie”, to zaczyna się: “real valley of tears”. Tarcza Wschód? Brzmi dumnie, ale końcowo przedsiębiorca z Podlasia musi dalej utrzymać pracowników i rodzinę, a jeśli nie jest w stanie… no cóż… gdy zamykamy jedno, powinniśmy otworzyć drugie, dać rozwiązanie i perspektywę. Rząd ma przede wszystkim nie przeszkadzać przedsiębiorcom, ale jeśli jednak wchodzi w ich życie z butami, to warto po sobie posprzątać, albo chociaż sprezentować dobrą miotłę.
Podlasie nie jest Polską B – ale z całą pewnością czuje się jak część Polski zapomnianej, odłożonej na później niczym niechciany prezent świąteczny. Polska B to tak naprawdę B jak BRAK – brak wyobraźni tych na górze, bez względu na partyjne barwy. Jedni zamknęli, drudzy nie otwierają – a żadni nie proponują realnego wyjścia z sytuacji, w której podlaska gospodarka traci miliony i cofa się w rozwoju względem reszty kraju.
Ale przecież to tylko Podlasie. Więc można wzruszyć ramionami, bo przecież jakoś to będzie.
Nie, nie będzie. Podlasie nie chce być strefą buforową. Chce być częścią tej samej Polski, która siedzi w klimatyzowanych gabinetach i mówi o „strategii rozwoju regionów”.
Pytanie tylko – czy Polska A jeszcze pamięta, że tak naprawdę jest jedna POLSKA?