Kiedy człowiek zaczyna pisać, staje w prawdzie przed sobą. Zatrzymuje się i zastanawia nad każdym zdaniem, jednocześnie analizując swoje życie. Trudniej wtedy o wyparcie, bo do każdej myśli można kilkakrotnie wrócić, powtarzając to samo zdanie.
Gdy miałam 17 lat, pomiędzy moimi lekcjami w liceum, a lekcjami tańca było kilka godzin przerwy. Nie wracałam wtedy pociągiem do Uhowa, tylko szłam do Parku Branickich lub kawiarni przy Kilińskiego w Białymstoku i pisałam. Pisałam spektakle i scenariusze, zastanawiając się, dlaczego życie jest ciekawsze na papierze niż w rzeczywistości. Dokładnie 20 lat później nic się nie zmieniło. Moja wyobraźnia nadal nie ma ograniczeń, ale codzienność, w swojej systematyczności, wśród ogromu obowiązków, bywa przytłaczająca.
Jak ja bardzo się boję każdego, pojedynczego dnia. Jak bardzo się boję, że decyzje, które podejmuję, nie są i nie będą dla mnie dobre. Zastanawiam się, dlaczego nie potrafię odpuścić i wciąż chcę walczyć o coś więcej. Nie zgadzam się na fałsz i obłudę, jednocześnie stając w opozycji do gnijącego świata, który przez otwarte mówienie przeze mnie prawdy, czyni ze mnie wyrzutka. Coraz bardziej boję się mówić, co myślę, bo co, jeśli przez to w końcu zostanę sama? A może tak naprawdę już jestem sama? Czasami już tak się czuję. Sądzę, że czasami tak się czuje każdy z nas.
Zastanawiam się, czy ja właściwie żyję własnym życiem? A może jestem zbyt skupiona na tym, co poza mną? Na tym, co myślą o mnie inni, a nie ja sama? Czy to jest życie, którego chciałam dla siebie? A może to zwykły zlepek przypadków, dobrych i złych decyzji, szans wykorzystanych i zaprzepaszczonych? Życie ma się jedno, a ja jestem już prawie na półmetku, więc co mi zostało, poza kolejnymi złymi decyzjami, bazującymi na zasadzie prób i błędów? Może za którymś razem się uda. Może wystarczy, że nie będę się lękać, tkwić wciąż w znanym piekle, niż zaryzykować nieznanego nieba?
Ostatnio rozmawiałam o satysfakcji i spełnieniu. Pytanie gdzie ją znaleźć, jeśli w sobie nie potrafimy? Jeśli zawsze jest nam za mało, bo w odrealnionych scenariuszach z młodości zawsze było jaskrawiej. Koniec każdej przygody był bardziej spektakularny, a zwykły cykl nudnej i banalnej codzienności nigdy się nie pojawiał, bo nie pisze się kontynuacji dla życia bez akcji. Bohaterowie, którzy nie mierzą się z zombie, nie są tak spektakularni jak ci, którzy mierzą się z korkami i roszczeniowymi klientami.
W każdym tekście kryje się prawdziwe odbicie naszej osobowości, bo nie da się przelać na papier tego, co choć przez chwilę nie kryło się w zakamarku naszej duszy. Pytanie, na ile mamy w sobie odwagę, by się nią podzielić?
Jeśli dzielimy się najbardziej przerażającymi myślami, dajemy innym ludziom poczucie, że nie są sami ze swoimi. Przecież to normalne – bać się w życiu i czuć samotność. Jeśli ktoś przeczyta, że inni mają podobnie, choć przez chwilę może przestanie czuć się tak wyobcowany w swojej rzeczywistości.
Dobrze przecież wiedzieć, że takich dziwaków jak my jest więcej, bo każdy pragnie być częścią większej grupy – nawet tej nie do końca określonej, ale przynajmniej jakiejś.