Dokładnie rok temu – 28 maja 2025 roku, w środę miała odbyć się sesja zdjęciowa, którą produkowałam i miałam wyreżyserować dla Podlaskiego Stowarzyszenia Właścicielek Firm – Klubu Kobiet Biznesu. Zamiast tego, pięć dni wcześniej, wylądowałam na SOR-ze, skąd przeniesiono mnie na neurologię ze skierowaniem na operację kręgosłupa.
Jeszcze leżąc pod kroplówką na korytarzu pisałam z Prezeską Aniką, żeby nie odwoływała sesji, bo na pewno postawią mnie na nogi i dam radę. Nie dałam. Przez rok z tyłu głowy wciąż słyszałam swój własny głos, że nie wywiązałam się z projektu. Jestem bardzo słowną osobą i nigdy nie podejmuję się rzeczy, których nie realizuję, dlatego każde wspomnienie o tej niedokończonej sprawie ciągnęło mnie w dół.
Jeśli ktoś rok temu, gdy leżałam na korytarzu SOR-u pod kroplówką, powiedziałby mi, że zrealizuję tę sesję dokładnie rok i pięć dni później, po dwóch operacjach kręgosłupa i spędzeniu większości minionego roku na leżąco, po prostu wyśmiałabym go. Przecież takie rzeczy się zdarzają, ale nie mnie…
Jednak stało się. Ostatni niedokończony projekt przesunięty ze względu na moje zdrowie jest już za mną. I jak się z tym czuję?
Przede wszystkim jestem szczęśliwa, bo mam za sobą niezwykle męczący, ale jednocześnie piękny i satysfakcjonujący dzień produkcyjny. Sesja 37 kobiet biznesu była ogromnym wyzwaniem. Zaczynając od szukania pomysłów i inspiracji, żeby nie było to jak wszędzie – zbyt oczywiste. Bezpieczne białe, czarne lub betonowe tło, a przed nim kobiety w szpilkach i garniturach, bo garnitur przecież zawsze oznacza biznes. Najlepiej z teczką czy laptopem, bo przecież musi być wprost! Jednak chciałam czegoś więcej. Wspólny kolor, który każdy ma, np. czarny? Oczywiście, ale niech stylizacja opowiada o tej kobiecie. Lubi swoje nogi? Niech je pokaże. Może skórzana kurtka? Dlaczego nie? Bądźmy inne, ale jednocześnie spójne ze sobą. Na czarno, ale w swojej wersji. Do tego coś neutralnego, jak o poranku po wstaniu z łóżka. Biała koszula i tylko tyle.. taka wersja o poranku w męskiej koszuli! Taaak. I coś artystycznego, monumentalnego, ze sztuką. A może odrobina blichtru niczym bohaterki „Dynastii”? I właśnie z takich pierwszych myśli tworzyły się sceny opowiadające o kobietach z Podlaskiego Stowarzyszenia Właścicielek Firm, które ma już ponad 26 lat działalności za sobą.
Niezwykłe było współpracować wczoraj z każdą z tych kobiet przy zdjęciach indywidualnych. Różne pokolenia, inne branże i zupełnie odmienne osobowości. Kobiety pełne energii i determinacji, które każdego dnia idą przed siebie, burząc mury i pokonując trudności. A jednak aparat i światło potrafią je onieśmielić. Bo czym innym jest patrzeć i kreować, a czym innym stanąć w centrum i spojrzeć na siebie tak, jak widzą nas inni. Zobaczyć to, czego same często nie dostrzegamy, skupiając się na kompleksach niewidocznych dla reszty świata. Miałam przyjemność obserwować niezwykłe przemiany tych kobiet. Nie tylko dziś, ale również wielu członkiń, które obserwuję już od ponad 10 lat. To niesamowite, jak wiele zmienia się w naszym życiu, a my nadal trwamy w społeczności, która tak ciepło przyjmuje nas, gdy wracamy. Bo prawda jest taka, że prowadząc firmy żadna z nas nie ma czasu na takie aktywności. A jednak świadomie, każdego dnia, podejmujemy decyzję, by trwać razem i pokazywać, że kobiety – nawet konkurując ze sobą w biznesie – potrafią się wspierać. Wiemy, że łączą nas trudności, które przeżyłyśmy, przeżywamy i jeszcze niejednokrotnie będziemy przeżywać. Przychodzimy na spotkania, bo dają nam energię i poczucie, że nie jesteśmy same. Bo łatwiej być zrozumianą przez kobiety, które kiedyś przechodziły przez to samo.
Najmłodszą i najstarszą członkinię dzieli ponad 60 lat. Czy jesteście sobie to w stanie wyobrazić? To jest właśnie wspólnota bez dyskryminacji. Wspólnota stworzona wokół wspólnego doświadczenia w biznesie, który łączy kobiety. Jej wartością nie jest networking ani organizowanie eventów. Jej wartością są relacje – często budowane w mniejszych grupach (bo przecież to oczywiste, że w zrzeszeniach 40-50 osobowych zawsze będą osoby, które poczują ze sobą vibe i staną się bliższe niż inne) i przyjaźnie, które pomagają przetrwać najtrudniejsze chwile w życiu. Pewnie najbardziej to doceniłyśmy w pandemii, kiedy właśnie dzięki innym członkiniom, miałyśmy do kogo zadzwonić, żeby się poradzić lub chociaż wygadać.
Ta wczorajsza przepiękna sesja sprawiła, że mimo iż dziś jestem wykończona i od 4.00 rano się rozciągam, żeby puściło wszystko, co spięło mi się przez stres i wysiłek, jestem dumna. Dumna, że dałyśmy radę i dumna, że wszystko przebiegło w tak cudownej atmosferze.
Jeszcze zanim będą efekty, ale już teraz na świeżo chciałabym podziękować!
Dziękuję fotografowi – Gniewko, jesteś wielki.
Dziękuję gaferowi – Przemek, niesamowita robota.
Dziękuję moim asystentkom – Monika Białous i Edyta Banaszek.
Dziękuję Marcysi za wsparcie oraz całemu zespołowi Vena Art: Julii, Wioli, Justynie, Iwonie, Dominice, drugiej Iwonie, Maji, Patrycji i oczywiście Marcinowi.
Dziękujemy fryzjerkom: Izie Halickiej, Ani Adamowicz, Andzelice Vynk (i dziękuję Ewelinie Świderskiej za polecenie), Uli oraz Gabrysi.
Dziękujemy Majątkowi Howieny, Ani Mancewicz oraz Ani i Erykowi z MH za współpracę i piękne przestrzenie.
Dziękuję wszystkim koleżankom, które pomogły przy organizacji scenografii i zaplecza produkcyjnego. Dzięki Paweł Seroka za “dostawy” i “odbiory” scenografii busem.
Dziękuję wszystkim koleżankom ze Stowarzyszenia, które mi zaufały i oddały się temu projektowi, dostosowując się do każdej uwagi, by wspólnie stworzyć spójną opowieść. W takich organizacjach ważniejsza jest często wspólna wizja niż indywidualna chęć przemycenia czegoś swojego. Dzięki Waszemu zaufaniu i profesjonalizmowi wszystko mogło wczoraj odbyć się tak pięknie, a wkrótce zobaczymy efekty, których sama nie mogę się doczekać.
Ja odhaczam kolejny „check box” i naprawdę cieszę się, że tworząc wizerunkowe sesje zdjęciowe, nadal można tworzyć sztukę. Tworzyć ją z cudownymi, pięknymi i inteligentnymi kobietami, zamieniając historie zapisane na ich twarzach w obrazy zatrzymane w migawce aparatu.