Blog

Nie będę błaznem na cudzym czerwonym dywanie

Każda z nas ma koleżankę, przy której czuje się jak Kopciuszek. Gorsza, brzydsza, grubsza, mniej zdolna i ogólnie zawsze wypadająca gorzej.  Co więcej, mamy też znajomych, przy których czujemy się głupi lub głupsi od nich. Jakbyśmy stale występowały w reality show, którego celem jest „Kto dziś poczuje się najgorzej?”  Czujemy się niewystarczający, wiecznie umniejszani i często traktowani z góry – jakbyśmy byli kimś mniej wartościowym, nieuświadomionym, „do ogarnięcia”.

Są też tacy znajomi – intelektualni snobi, samozwańczy prorocy, psychologowie z TikToka, osoby na tyle toksyczne, że nie tylko nie zauważają, jak bardzo ranią, ale wręcz robią z tego dyscyplinującą rutynę. Wytkną ci publicznie, że nie tak się odzywasz, że nie tak wyglądasz, że coś ci „nie pasuje”. Krytykują, ale nie w sposób konstruktywny – raczej jak rozczarowani rodzice wobec dziecka, które znów nie spełniło oczekiwań. Tylko że ty nie jesteś dzieckiem i nie musisz nikomu niczego udowadniać. Bo może problem nie leży w tym, że jesteś “za mało”, a tylko w tym, że za długo zgadzałaś się, by inni mieli miarkę do twojej wartości.

Zapytajmy się jednak szczerze samych siebie – po co nam takie relacje? Dlaczego tkwimy w tych znajomościach, które zamiast nas budować, konsekwentnie nas rozkładają na czynniki pierwsze? Dlaczego pozwalamy im zostać w naszym życiu, jakbyśmy nie zasługiwali na więcej?

Mam wrażenie, że z jakiegoś irracjonalnego powodu regularnie odnajduję w swoim życiu kobietę, przy której czuję się mała i bezwartościowa. Która wyzwala we mnie wszystkie najgorsze uczucia – nie do niej, ale do samej siebie. Jakbym podświadomie szukała kogoś, kto będzie mi nieustannie przypominać, że jestem niewystarczająca I nie, nie obwiniam jej. Ona nie jest potworem. Ona po prostu wyzwala moje potwory. Z pewnością moja droga do samoakceptacji jest jeszcze bardzo długa, a moje własne lustro – nadal zbyt krzywe, bym mogła zobaczyć w nim prawdziwy obraz siebie, ale może dość bycia „tą mniej”, tą co powinna schudnąć, ogarnąć się, zamilknąć albo przeprosić. Po prostu mam dość relacji, które wyglądają jak pole minowe, a ja niby powinnam tańczyć po nim w szpilkach i jeszcze się do tego uśmiechać.

Dlaczego wciąż gramy w grę, w której ktoś musi być „lepszy”, żebyśmy my mogły się poczuć „gorsze”? Może to iluzja, którą same podsycamy – porównując kulisy swojego życia z cudzym pseudo czerwonym dywanem? Może prawdziwa siła nie polega na tym, by zawsze być najpiękniejszą, najmądrzejszą i najzabawniejszą w pokoju – ale by umieć wyjść z pokoju, w którym nie czujemy się wystarczające. I nie dlatego, że nie jesteśmy, a tylko dlatego, że ktoś nam wmówił, że musimy na to zasłużyć. 

Bo to jest ten moment. Ten punkt zwrotny, w którym zaczynasz rozumieć, że twoja wartość nie jest do negocjacji. Że nie musisz się zmieniać, żeby ktoś inny czuł się mniej zakompleksiony. Że nie potrzebujesz lustra, które cię zniekształca. Potrzebujesz światła, które cię pokaże taką, jaka naprawdę jesteś, a czasem warto odciąć toksyczne korzenie, by móc wreszcie zdrowo urosnąć. Nawet jeśli na początku to będzie samotne, dziwnie cicho i trochę przerażająco – to tylko cisza przed wzrostem, a nie porażka. A jesteś – dobra, wystarczająca. I do uratowania, ale tylko, jeśli najpierw przestaniesz pozwalać innym cię topić.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka