Blog

Narzekam, więc jestem – czy umiemy się cieszyć z własnego życia?

Jedną z kluczowych umiejętności XXI wieku jest sztuka komunikacji ze światem. Upublicznienie życia prywatnego, przy jednoczesnym zachowaniu dystansu i skrytości, pozwala intrygować, a zarazem kreować idealny, zgodny ze schematem dobrobytu obraz życia. Ten pakiet funkcjonalności kobiety osiąga pełnię dopiero wtedy, gdy każda jego płaszczyzna zostanie dopracowana, udostępniona światu i oceniona jako pozytywna – godna komentarza i lajka. Dopiero wtedy pojawia się komfort bycia w zgodzie z samą sobą.

Nie sądzisz, że to nienormalne? Jak możemy wymagać od siebie tak wiele? Nic nie zniewala nas bardziej niż presja społeczna. A może to presja, którą same na siebie nakładamy? Każda z nas ma prawo wyboru swojej drogi (mam nadzieję, że Twoim głównym kierunkiem jest szczęście). Wspomniany wcześniej schemat funkcjonalności to wzór współczesnej epoki, ale czy to oznacza, że musimy się do niego dostosować?

Tak naprawdę na święta możemy kupić gotowe ciasto i produkty zamiast spędzać godziny na przygotowaniach. Najbardziej przykrą sytuacją na większości prywatnych przyjęć, na których bywam, są komentarze organizatorki o tym, jak jest zmęczona i że spędziła cały dzień na gotowaniu. I po co? Masz trzy opcje: gotować dla gości, zamówić lub kupić coś gotowego albo po prostu nie urządzać imprezy. Jeśli to spotkanie ma prowadzić do zmęczenia i bólu pleców zamiast dawać radość i satysfakcję, to jaki jest w tym sens? Nie mam pojęcia.

Oczywiście, może być tak, że pomimo niedogodności uwielbiasz być chwalona za swoje zdolności kulinarne i to daje Ci szczęście – tylko dlaczego wtedy narzekasz? Dlaczego tak często narzekamy? Nawet gdy coś sprawia nam satysfakcję, rzadko potrafimy się tym po prostu cieszyć. Zawsze szukamy dziury w całym. Wciąż nam mało.

Tak bardzo chciałabym wiedzieć, dlaczego wciąż narzekam. Mimo kolejnych, skrupulatnie realizowanych celów i wspaniałych doświadczeń nadal jest mi mało. Nadal trudno mi uznać, że coś, co zrobiłam, było wystarczająco dobre. Nawet jeśli się udało, sukces zawsze mógł być większy, okazalszy, bardziej spektakularny.

Poza tym, nawet jeśli wszystko poszło po mojej myśli, to przecież mogę być ładniejsza, szczuplejsza, mówić wyraźniej, a moja firma mogłaby rozwijać się szybciej.

Często trzymam się kurczowo tego, co nie doszło do skutku lub skończyło się porażką. To, czego nie byłam w stanie osiągnąć, zawsze wydaje się mieć większą wartość niż to, co się udało. Patrzę na siebie przez pryzmat niepowodzeń, kompromitujących wypowiedzi czy nieskładnych zdań, które padły w wywiadzie.

Ty też tak masz? Narzekasz, bo to łatwiejsze niż czerpanie czystej satysfakcji z tego, co się udało? Narzekasz, że masz za dużo pracy, że coś Cię boli, że się spieszysz, że dzieci zabierają Ci zbyt wiele czasu, płaczą albo źle się uczą? Pewnie narzekasz nawet na te aspekty życia, które kiedyś były Twoim największym marzeniem – ja też tak mam.

Jak sądzisz, dlaczego to robimy – ja i Ty? Dlaczego skupiamy się na tej negatywnej energii, pastwimy się nad sobą za przypieczony wierzch szarlotki? Czemu na komplement tak często odpowiadamy tłumaczeniem, że coś mogło być lepsze, ale się nie udało? Nie wystarczyłoby po prostu powiedzieć: „Dziękuję”?

Nie wiem, dlaczego narzekamy, ale może zamiast tego powinnyśmy zacząć dziękować?

Dziękuję za wspaniałą pracę, która przez większość, a nawet 1/4 czasu daje mi satysfakcję.
Dziękuję za dom/mieszkanie, w którym żyję, i za to, że mam z czego spłacać kredyt lub dziękuję, że nie mam kredytu.
Dziękuję za samochód, bo nie muszę jeździć autobusem do pracy lub dziękuję, że mam na bilet na autobus.
Dziękuję za partnera, który daje mi przestrzeń do rozwoju.
Dziękuję za rodziców, którzy mimo że jestem dorosła, nadal się mną interesują.
Dziękuję za rodzeństwo – bo mam z kim dzielić swoje rozterki.
Dziękuję za przyjaciół, którzy krzyczą na mnie, gdy popełniam głupstwa, i świętują ze mną urodziny.
Dziękuję za to, że każdego dnia się uśmiecham chodź ten jeden raz.
Dziękuję za porażki, bo dzięki nim doceniam sukcesy.

„Szklanka zawsze do połowy pełna” – powtarzam te słowa,, gdy mój neutralny realizm zamienia się w pesymizm. Mmantra, którą staram się zapamiętać: „Doceniaj to, co już masz, zamiast skupiać się na tym, czego Ci brakuje” i tą którą na co dzień stosuję: “Miej wyjebane, a będzie Ci dane!”.

Wiem, że to założenie nie jest łatwe w praktyce, choć brzmi banalnie: „Nie narzekaj.” Wierzę jednak, że zawsze może być gorzej i zawsze można spaść jeszcze niżej. Niejednokrotnie znalazłam się w sytuacji, gdzie pozostawało mi już tylko spać i pić z bezradności. A potem okazywało się, że to studnia bez dna, a ja wciąż spadam.

Korzystaj z tego, co masz, i doceniaj swoje życie oraz ludzi wokół siebie – drugiego mieć nie będziesz. A jeśli ktoś może je zmienić, to tylko Ty, poprzez własne decyzje.

Nie czekaj na idealny moment, bo on może nigdy nie nadejść. Nie uzależniaj szczęścia od warunków, które być może nigdy się nie spełnią. Życie nie jest szkicem, którego można poprawiać bez końca – to gotowe dzieło, które tworzysz każdego dnia. Doceniaj, zanim stracisz. Ciesz się, zanim zaczniesz tęsknić. Żyj tak, żebyś kiedyś mogła spojrzeć wstecz i powiedzieć: „Nie było idealnie, ale było moje – i było tego warte.”

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka