Blog

Nadeszła nowa era – era postprawdy.

Jako społeczeństwo doszliśmy do krawędzi. Kiedyś zawierzaliśmy politykom tylko na słowo, bo „nikt Ci nie da tak wiele, co ja Ci mogę obiecać”, więc słuchaliśmy. Później za słowami szły również infografiki, a teraz? AI umożliwia wygenerowanie filmu na podstawie zdjęcia, by upozorować fakty. A zdjęcia? Cóż, niby Facebook wymaga oznaczeń materiałów generowanych przez AI, by walczyć z fake newsami, ale co z tego wynika? Niewiele, bo najczęściej materiały powstają na zamówienie, później udostępniane są przez zupełnie bezrefleksyjnych obywateli, dając im coraz większy zasięg i wiarygodność. Ostatnio widziałam, jak jedna pani burmistrz udostępniła treść z fałszywego konta i podała dalej jako coś prawdziwego. Niestety. Rządzą światem tak bezrefleksyjni ludzie skupieni na swoich karierach i pieniądzach, że nie są na tyle ogarnięci, by sprawdzić źródło swoich „prawd”.

Kiedyś wciąż słyszało się o farmach trolli, czyli takich miejscach, gdzie grupa „stażystów” na podstawie programów monitorujących pojawianie się słów kluczowych w sieci, przeszukuje informacje i odpowiada w komentarzach w sposób zgodny ze zleceniem, jakie mają, by potwierdzić swoją tezę i zapunktować w notowaniach politycznych. Teraz nawet ludzie nie są potrzebni, bo robią to boty, czyli oprogramowania wykonujące w Internecie pewne czynności, jak odpowiadanie na komentarze z fałszywych kont, oparte na algorytmach w zastępstwie człowieka.

No i media oparte na clickbaitach, czyli hasłach wyzwalających emocje, żeby wejść na ich profil, ale końcowo w treści artykułu nie ma często nic związanego z tematem. Jeśli są to serwisy plotkarskie i piszą: „Czy Doda jest w ciąży?” i robią to tylko po to, by odpowiednia liczba osób weszła na stronę, bo oni muszą dowieźć wyniki dla reklamodawców: „tyle osób widziało ten baner”. Są też inne artykuły, bardziej niebezpieczne, oparte na clickbaitach, np.: „Znamy całą prawdę. Putin jest niewinny”. I tacy bezrefleksyjni, napompowani innymi informacjami ludzie udostępniają artykuł jako coś odkrywczego, mimo że w jego treści jest opis, że Putin wcale nie zawinił opadom deszczu nad Moskwą. I znów prym wiodą politycy, a głównie samorządowcy, którzy udostępniają bez czytania całej treści kolejną dezinformację zgodną z ich „poglądami”. Są nawet tacy, którzy cytują takie artykuły na konferencjach prasowych. Ostatnio oglądałam jedną i pewien samorządowy polityk nie miał problemu, by kłamać co najmniej raz w co czwartym temacie, co daje 25% nieprawdy. Ale cóż… w naszym kraju kłamstwo nie jest karalne, a ludzie przyzwyczaili się, że politycy kłamią więc nie wzbudza to już żadnych emocji. Może właśnie dlatego to jeden z zawodów o najniższym zaufaniu społecznym? Idealiści już dawno zniknęli z naszej sceny politycznej na rzecz… no właśnie kogo? Na pewno nie patriotów. A dlaczego? Z naszej winy, bo sprzedaje się populizm i hasła, a większość skupiona jest na swoim prywatnym życiu, by poddać pod refleksję to, co widzi czy słyszy.

To wszystko nie pojawiło się teraz. Już podczas II wojny światowej w Polsce gazety kłamały o wygranych walkach Polaków tylko po to, by ludzie nie tracili nadziei. W ten sposób zagrzewali ich do walki i nie chcieli, by się poddawali. Media zawsze służyły do manipulacji tłumem, ale cele tych manipulacji zawsze były różne. Dziś naprzód wybijają się dwie skrajne stacje telewizyjne i spójrzmy prawdzie w oczy, każda z nich przedstawia dany fakt w taki sposób, np. wyrywając z kontekstu, by manipulować treścią. Jako analityk z zamiłowania mogę stwierdzić, że zawsze można tak dobrać zmienne i wartości, by określone dane przedstawić w korzystny dla danego celu sposób. Dane są prawdziwe, ale wnioski oparte jedynie na pasujących zmiennych.

W erze postprawdy i w każdej innej erze człowieka brak przełożenia danego słowa na

rzeczywistość jest źródłem… no właśnie czego? Z pewnością braku wiary w to, że słowo ma jakieś znaczenie. Zawsze uważałam, że moje słowo jest warte więcej niż jakiekolwiek pieniądze, bo pieniądze pojawiają się i znikają, ale moją wiarygodność buduje się raz. Więc mam prostą zasadę: „dowożę”, mówiąc nowym slangiem biznesowym. „Dowozić” to znaczy, że realizuję to, co zapowiedziałam. Ważniejszy dla mnie jest nie wizerunek, a realizacja, bo dobry wizerunek buduje się na korzystnym przedstawieniu efektów naszej pracy, a same ładne slogany, za którymi nic nie stoi, może obronią się przez rok. „Dowożenie” jest podstawą wszystkiego. Jeśli jednak wciąż i wciąż odbijasz się od słów danej osoby, które nie mają przełożenia na rzeczywistość, jest coraz ciężej jej zaufać.

Jak więc żyć w społeczeństwie, w którym „prawdę” zamawia się w Internecie, media kłamią, dane słowo nie ma wartości, a ludzie wolą powtarzać to, co nośne, a nie to, co prawdziwe? Naprawdę nie mam pojęcia.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka