Czy dla Ciebie wskaźnikiem ideału jest liczba lajków, wyświetleń i obserwujących na Instagramie, TikToku czy YouTubie? Może docenienie przez mamę, teściową, aprobata koleżanek… a może partnera?
W którym momencie pojawia się ktoś, kto będzie w stanie przeanalizować Twoje aktualne dane, przygotować z nich raport, a następnie wręczyć Ci „Certyfikat idealności”? Ocena składająca się z kilku przedmiotów jak w szkole: nie zaliczasz któregoś z nich, nie kończysz „szkoły”.
Twój osobisty recenzent, a może nawet kurator, pewnie zacząłby od Twojej sylwetki, stylu ubioru, włosów i policzył średnią za wygląd. Potem przeszedłby do wykształcenia, zawodu, awansów na przestrzeni lat, wysokości zarobków i osiągnięć społecznych. Kolejny element – rodzina. Zaczynając od partnera i dzieci: jak wyglądają, jak zachowują się w towarzystwie i czy partner odpowiednio Cię wspiera… ale nie za bardzo, bo w polskich standardach partnerstwo to „pomoc”, a nie dzielenie się obowiązkami 50:50. Przecież jeśli facet weźmie urlop macierzyński czy wychowawczy, to koledzy w pracy go zlinczują, bo przecież powinien „nosić spodnie”, a nie zajmować się pieluchami.
Ocena mogłaby się skończyć na rodzicach, rodzeństwie i dalszej rodzinie, skali i częstotliwości kontaktu oraz wsparciu, które sobie wzajemnie dajecie. Potem przyszłaby kolej na wygląd Twojego domu lub mieszkania, akt własności, wystrój, dbałość o szczegóły i czystość. Istotne byłyby też Twoje umiejętności gotowania, prania, prasowania, szycia i inne, które składają się na stereotyp „perfekcyjnej pani domu”.
Następny punkt: Twoi przyjaciele i znajomi. Ocena ich zaangażowania w relację i statusu społecznego w kontekście Twojego. Nie mogą być ani zbyt biedni, ani zbyt bogaci czy znani (bo wtedy „lecisz na kasę” albo „chcesz ogrzać się w ich blasku”). Do tego Twoja religia i zaangażowanie w podtrzymywanie lub zmienianie regionalnych tradycji. Jeśli jesteś zbyt dużą tradycjonalistką – stajesz się „konserwą” i „pisowcem”. Jeśli Twoja postępowość jest zbyt agresywna – „zwykły lewak” z Ciebie. Samodzielne myślenie i bycie niepolityczną w naszym społeczeństwie praktycznie nie istnieje. Większość ocenia innych na podstawie zasłyszanych treści i pochopnych, łatwych wniosków, a żyjemy w erze nieweryfikowalnych informacji i zniechęcania do własnej refleksji. Kto myśli inaczej, staje się niezrozumiały dla populistycznego chaosu.
Ważna byłaby też ocena Twojego auta i wszystkich „ważnych” rzeczy, które posiadasz, a które mają mówić o Twojej wartości finansowej. Liczy się też, dokąd jeździsz na wakacje, bo Egipt i Turcja to „bieda”, a Malediwy podkreślają status. Może jeszcze fakt, czy masz zwierzaki, czy uprawiasz sport wystarczająco modny, żeby pochwalić się nim w socialach (ale nie za często, bo wtedy „płytka jesteś”), bo przecież „od ciała ważniejszy jest mózg” więc czasem trzeba pokazać udział w konferencji albo przeczytaną książkę.
I teraz pytanie zasadnicze: kto ma w zasadzie czas, by przeanalizować Cię pod kątem idealności i określić poziom, na jakim się znajdujesz oraz ile Ci jeszcze brakuje? Na pewno Ty sama znajdujesz na to czas, ale czy ktoś jeszcze? Może fani z Instagrama czy Facebooka, którzy uwielbiają porównywać życie innych do swojego? Może to właśnie większość decyduje o wartości i jakości Twojego życia?
Jeśli tak sądzisz, zapamiętaj, że ta większość nie żyje Twoim życiem i nie żyje za Ciebie. Nigdy tak naprawdę nie pozna Twojego życia ani Ciebie, bo nie przeżyła go tak, jak Ty to zrobiłaś. To Ty decydujesz, w którym momencie zbliżyłaś się do ideału, a w którym go przekroczyłaś.
Dla mnie ideałem są pewnie dla niektórych mało istotne rzeczy. To, że po ponad siedmiu latach mój mąż potrafi mnie rozbawić do łez i prasuje moje ubrania, bo wie, że tego nie znoszę. To, że mam rodzeństwo, do którego mogę zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i zawsze są kiedy ich potrzebuje. To, że mając prawie 37 lat, wciąż mam czas, by pojechać z rodzicami na wakacje. To, że potrafię zarobić, gdy mi brakuje pieniędzy. To, że spełniam marzenia i inwestuję w nie, zamiast zmieniać kolejne samochody i kupować markowe ciuchy, które nic nie wnoszą do mojego życia. To, że moje przyjaciółki zawsze znajdą sposób, żeby być przy mnie. To, że mogę być ciocią dla fantastycznych dzieciaków – zarówno dorosłych, jak i maleńkich.
Jedyne, czego mi naprawdę brakuje, to zdrowie. Ale o nie też walczę każdego dnia i je zdobędę – nie ma innej opcji.
A Ty? Może swój wyznacznik zbudowałaś na podstawie konta influencerki z Instagrama? A może masz kogoś, kto po prostu mówi Ci, że jakieś zadanie wykonałaś idealnie, a inne nie? Pamiętaj, że to Ty tworzysz swoją własną miarę. Możesz postawić na osobę, która zawsze jest bardzo krytyczna wobec Ciebie, albo na taką, która chwali wszystko. To zależy, czego w danym momencie bardziej potrzebujesz.
Szczęście jako ideał życia – w to wierzę. Ale jeśli nie zrozumiesz, czym jest ono dla Ciebie, i uparcie będziesz skupiać się na tym, co negatywne i Twoim zdaniem „nieidealne”, nie dostrzeżesz tego, co dobre. Ja chcę widzieć to, co dobre, realne, namacalne i prawdziwe. Chcę żyć swoim życiem, a nie scrollować życie innych ludzi. Bo ideał jest w Tobie – w nas, tylko musimy pozwolić mu się uwolnić na swój sposób.