Gdyby Freud żył w 2025 z pewnością nie siedziałby na kozetce. Obstawiam, że z kubkiem czarnej kawy siedziałby na TikToku i z podkrążonymi oczami scrollował bez końca, analizując, dlaczego influencerka wrzuca trzydzieści selfie z podpisem #loveyourself, a marka kosmetyczna publikuje emocjonalne wyznania o pielęgnacji skóry.
“Teatr psychiczny”, bo przecież nasze posty, stories, lajki i komentarze to nie tylko komunikacja. To spektakl naszych emocji, potrzeb, lęków i pragnień. Każdy scroll to scena. Każdy post – rola. Czasem jesteśmy bohaterem dramatu, czasem klaunem na TikToku, a czasem nudnym narratorem własnej marki.
Bo social media to nie jest już tylko miejsce do wrzucania zdjęć z wakacji. To ring, na którym ścierają się nasze ID, EGO i SUPEREGO. I nie, to nie jest teoria tylko dla nerdów od psychologii. To mapa naszych zachowań w sieci. A Freud? Dziś byłby strategiem socialowym. Albo przynajmniej gościem od narracji marki z doktoratem z popędów.
ID w socjalach to dziki instynkt, czyli JA CHCĘ. To to coś, co każe Ci wrzucić zdjęcie jedzenia, zanim spróbujesz. Głos, który mówi: jeszcze tylko obejrzę jeden TikTok i idę spać. Myśl, która podpowiada: dodaj ten filmik z siłki, bo wyglądasz dobrze. ID to po prostu zwierzę w nas. I ono nie planuje strategii. Ono chce lajków, atencji i dopaminy. Nasz instynktowny narkotyk.
Marki oczywiście też mają swoje ID. Kiedy wrzucają post tylko po to, żeby „było coś na dziś”. Kiedy kopiują trend, który kompletnie do nich nie pasuje, ale przecież to TREND, a my chcemy TRENDOWAĆ. ID to ten głos, który krzyczy: zróbmy viral, zamiast sprawdźmy i przeanalizuje, co zbuduje naszą sprzedaż. Ale uwaga: oczywiście, że ID może być też źródłem kreatywności. Tylko trzeba je oswoić i świadomie zrozumieć jak działa.
SUPEREGO to strażnik norm społecznych i kulturowych, czyli tzw. NIE WYPADA. Twój wewnętrzny krytyk. Ten, który przed każdym postem zastanawia się: CO LUDZIE POMYŚLĄ? SUPEREGO cenzuruje Twoją autentyczność, bo przecież ekspert nie może wrzucać memów, prezes nie może mieć TikToka, a kobieta pokazywać, że ma syf w domu.
Marki z dominującym SUPEREGO są poprawne, zachowawcze i jednocześnie nudne, takie bez życia. Mówią językiem oficjalnym, wklejają stockowe grafiki i boją się śmieszności jak ognia. Boją się każdej nieprzetestowanej akcji i nuty ryzykowanej kreatywności, bo przecież to nie nasz klient… Tylko, że social media nie są od tego, by być poprawnym. Są od bycia… ZAUWAŻALNYM.
EGO natomiast to mediator i dyrektor marketingu w jednym. EGO to w zasadzie ten głos, który mówi: ok możesz pokazać swoje śniadanie, ale z jakimś kontekstem. To ono decyduje, czy wrzucić selfie z podpisem „to ja po przepracowaniu traumy” czy może „to ja w drodze do pracy”. EGO łączy impulsy z rozsądkiem. To Twoje centrum zarządzania treścią. Strateg, analityk, contentowiec i redaktor w jednym.
Marki z silnym EGO tworzą strategię, ale jednocześnie nie duszą emocji. Są autentyczne, ale nie chaotyczne. Potrafią być ludzkie, ale wiedzą, kiedy milczeć oraz jaka komunikacja jest w ich interesie. Wiedzą, że storytelling bije algorytm, a dobry plan – impulsywne wrzucanie na ryczałt.
Jak teoria Freuda działa w życiu?
– Scrollujesz jak szalony, bo ID się nudzi.
– Nie wrzucasz nic przez tydzień, bo SUPEREGO analizuje każdy przecinek i każdy komentarz.
– Tworzysz post, który łączy emocje z wartością dla Twojego odbiorcy, bo EGO przejęło stery.
I tu wchodzi pytanie kluczowe: kto u Ciebie publikuje treści? ID, SUPEREGO, czy EGO? Bo dziś każdy post to mikro decyzja psychiczna. I dokładnie to samo dotyczy marek. Marka, która działa tylko z ID – krzyczy o promocjach, wyskakuje z lodówki i nie zadaje sobie żadnych pytań. ID to baner, który widzi sąsiad, a który do tej pory nie przyniósł żadnej sprzedaży. Marka z SUPEREGO, trzyma się briefu jak życia i publikuje bez życia. Marka, która zamawia Strategię marketingową dla swojej firmy od osób, które nigdy nie były w jej siedzibie i tworzą content bazując jedynie na AI. Marka, w której stery trzyma EGO to ta, która nie tylko mówi, ale i słucha. Analizuje i reaguje. Rozumie kontekst i bezmyślnie nie dodaje contentu, by wszyscy tak dobrą.
Jak świadomie korzystać z wiedzy, którą Freud rzucił światu w 1896 roku (tej, która brutalnie demaskuje, że po 130 latach wcale nie staliśmy się mądrzejsi – po prostu zamiast cygara mamy smartfona)?
1. Zatrzymaj się przed publikacją i zapytaj: kto to wrzuca? Jja, czy moje wewnętrzne potrzeby bycia zauważonym?
2. Zamiast „co się klika?” pytaj: „co zostaje?”
3. Nie bój się emocji. Ale kontroluj je jak strateg, nie jak nastolatek po energetyku.
4, Zamień content w kontekst. To różnica jak między krzykiem, a rozmową.
W social mediach… to często clickbait. Więc zanim wrzucisz, zastanów się: co to mówi o Tobie? I czy w tym poście jesteś Ty, czy tylko Twój głód bycia widzianym?