Ustalmy jedno: jestem feministką. Wierzę w równość szans płci i to już nie kwestia wiary, ale wiedzy. Kobieta znaczy tyle samo co mężczyzna. Nie mniej, nie więcej. Czy się różnimy? Oczywiście: ciało, siła, hormony, prokreacja. Ale czy na pewno tak bardzo? Czy każdy mężczyzna jest silniejszy od każdej kobiety? Czy każda kobieta jest mądrzejsza od każdego mężczyzny? Czy każdy mężczyzna zawsze jest pewniejszy siebie niż każda kobieta? Czy każda kobieta zarabia mniej niż każdy mężczyzna? Oczywiście, że nie. Znam statystyki, ale wiem też, że część z nich wynika ze świadomych wyborów, a nie z wszechobecnego patriarchatu. I jeszcze jedno: każde dane można zinterpretować tak, żeby pasowały do własnej narracji.
Najbardziej bawi mnie stwierdzenie, że mężczyznom jest łatwiej, bo są „silniejsi”. Serio? Wystarczy spojrzeć na raport samobójstw w Polsce z lat 2020–2024. Każdego dnia życie odbiera sobie średnio 13 osób – z czego 11 to mężczyźni. Mężczyźni popełniają samobójstwo 5 razy częściej niż kobiety, choć kobiety częściej podejmują nieskuteczne próby. Czy to kwestia „mniejszej skuteczności”? Nie. Jeśli ktoś jest zdecydowany skończyć ze sobą, zrobi to. W przypadku młodych kobiet, gdzie liczba prób rośnie najszybciej, to zwykle krzyk o uwagę, sygnał kryzysu, ale nie zawsze chęć odebrania sobie życia. I to nie moja opinia, tylko dane Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym przy Ministerstwie Zdrowia.
Spójrzmy prawdzie w oczy – w Polsce mamy równe szanse (prawie, bo największe dysproporcje tworzą pieniądze, a nie płeć). Jednak każdy może się uczyć, iść na studia, zmienić pracę, wybrać partnera albo nie brać ślubu wcale. Można przeprowadzić się ze wsi do miasta i odwrotnie, kupić/wynająć mieszkanie, mieć dzieci lub nie, układać życie po swojemu. Awans? Moim zdaniem częściej jednak decydują relacje niż płeć. Na wyższe stanowiska rzadko są otwarte rekrutacje – zwykle ktoś dzwoni do znajomego bądź znajomej. Znów: relacje, nie płeć. Ostatecznie chodzi o to, kto potrafi wygenerować większe pieniądze. Biznes stawia przede wszystkim na wynik, nie na płeć. Niższe stanowiska – znów biorę tego kto dla mnie więcej zarobi, a za kogo sumarycznie mniej zapłacę. Czyli idziemy za interesem własnym, a nie analizując osobę po drugiej stronie biurka.
Dysproporcje wynikają też w dużej mierze z wyborów. Nie każdy chce robić zawrotną karierę i spędzać całe życie w pracy. „Podwójny etat” kobiet w domu i w pracy? Nowe pokolenia od tego odchodzą – bo zmieniają się wzorce wyniesione z domów. Częściej pojawia się Żłobek i znów – jeśli kogoś stać również opiekunka lub opiekun do dzieci (dysproporcja w zatrudnieniu? Zastanówmy się czy szybciej taką pracę zdobędzie kobieta niż mężczyzna…) Każda rodzina sama decyduje, jak dzielić obowiązki. Parytety? Słabe łatanie uwarunkowań kulturowych budowanych przez wieki. Więcej sensu miałaby edukacja i zachęcanie kobiet do aktywności publicznej, niż sztuczne zapełnianie list wyborczych. A jeśli już parytet, to nie tylko „sztuka dla sztuki”, ale realne miejsca na listach i proporcje w dostępnie do nich: pierwsze, drugie, ostatnie, przedostatnie. Parytet stał się pozornym zwycięstwem – sygnałem „patrzcie, kobiety też tu są” zamiast realnym narzędziem zmiany. Płeć ponad kompetencje, pozory ponad prawdę i przyczynę wszystkich zmian.
W którym miejscu ruch feministyczny w Polsce się pogubił? Gdy zamienił się w biznes. Meetingi, konferencje, warsztaty – idealne łatanie biznesowej sezonówki. Trafienie w ego młodych kobiet: „jeśli cię tam nie ma, nie istniejesz”. Zdjęcie na ściance ważniejsze niż panel,
catering ważniejszy niż treść. Maszyna oparta na poczuciu „bycia ważną”. Tylko że jeśli codziennie rano patrzysz w lustro zmęczona i zapuchnięta i nie czujesz swojej wartości, to trzy godziny eventu raz w miesiącu nic tu nie zmienią.
Wiem, że oberwę za to, że mówię, co większość myśli. Ale tak mam. To nie krytyka dla samej krytyki, tylko pytanie: po co to wszystko robimy? Robienie czegoś dla pieniędzy? Normalne. Dla ego? Też normalne. Dla pokazania się? Buduje markę osobistą, też w porządku. Ale mówmy o tym wprost. Nie każde działanie biznesowe musi udawać działalność społeczną. „Biznes odpowiedzialny społecznie” to modne hasło, ale jeśli kończy się podziałem na tych, których stać, i tych, których nie stać, to z równością nie ma nic wspólnego.
Jestem za prawdą. Nadużycia i „prokobiece” inicjatywy, które stają się maszynką biznesową, szkodzą całemu ruchowi. A najczęściej największą krzywdę robimy sobie same, mówiąc: „wolę pracować z mężczyznami”, „z mężczyznami łatwiej się dogadać”, „kobiety są trudne”. Serio? Jeśli potrafisz dogadać się tylko z mężczyznami, to problem jest w tobie, a nie w kobietach. Bo kobiety między sobą współpracować potrafią – o ile chcą.
Rozwiązania? Najpierw odwaga spojrzenia w lustro i odpowiedź: po co coś robię? Dla pieniędzy, ego, trendu, relacji, braku asertywności? Czy faktycznie dla innych? Każda odpowiedź jest dobra – oprócz tej nieprawdziwej. Jestem za wspieraniem ludzi – tych, którzy są dla nas ważni i tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Bez względu na to, czy to kobieta, czy mężczyzna.
Blog
Feminizm – w którym miejscu się pogubiliśmy?
Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka