Dziś nie trzeba zmieniać branży, żeby zmienić zawód albo przynajmniej sposób, w jaki inni na nas patrzą. Co dzieje się z nazwami zawodów przez lata i dlaczego tracimy szacunek do profesji, bez których nie potrafimy się obejść?
Kiedyś była sekretarka, dziś mamy specjalistkę ds. zarządzania biurem lub dokumentacją.
Kiedyś był sprzedawca — dziś doradca klienta albo ekspert ds. doświadczeń zakupowych.
Kiedyś sprzątaczka — dziś techniczka utrzymania czystości.
Kiedyś rolnik — dziś producent żywności ekologicznej.
Kiedyś nauczycielka — dziś trenerka kompetencji społecznych.
Kiedyś ochroniarz — dziś specjalista ds. bezpieczeństwa.
Kiedyś fryzjerka — dziś stylistka włosów.
Kiedyś handlowiec — dziś business development manager.
Kiedyś trener fitness — dziś coach zdrowia i świadomości ciała.
Kiedyś krawcowa — dziś projektantka mody.
Kiedyś celebryta — dziś influencer.
Kiedyś instruktor tańca — dziś coach rozwoju i pewności siebie dziecka.
Zwróćcie uwagę, jak często zmieniamy i „dekorujemy” nazwy zawodów. Często po to, by brzmiały lepiej, bo boimy się, że zostaniemy ocenieni zbyt nisko. Czy chodzi o to, żeby mieć modną, „trendy” pracę zamiast być dumnym z tego co robimy?
Próba nazwania tego samego inaczej, bez zmiany zakresu obowiązków, to jak włożyć czyste ubranie po treningu bez prysznica. Na zewnątrz jesteśmy świeży, ale pod spodem dalej czuć pot. A przecież powinniśmy być dumni z tego, że jesteśmy zaradni, niezależni i mamy pracę, która daje nam środki na życie. Prawda? Więc dlaczego tuningujemy rzeczywistość?
Wiem, że ktoś zaraz powie: krawcowa tylko szyje, a projektant projektuje. Prawda jest taka, że zanim pojawiła się „modna” nazwa, krawcowe też rysowały, projektowały i szyły. Nie każda krawcowa jest projektantką, ale każdy dobry projektant zna się na szyciu. To piękny zawód, dlatego „rebranding” nie zmienił jego istoty tylko opakowanie.
Czym różni się redaktor od content creatora? Wiem, że nowe stanowiska często wynikają z rozwoju narzędzi, ale nie oszukujmy się, czasem chodzi tylko o wizerunek. Żeby uczelnie złapały studentów modnymi hasłami, licea mogły pochwalić się „oblegalnością”, a HR-owcy mieli łatwiejszą rekrutację.
Problem w tym, że za zmianą nazwy nie idzie zmiana pieniędzy. Content creator w Białymstoku zarabia na etacie średnio od 4000 zł netto (5384 zł brutto, 6487 zł koszt pracodawcy) do 5000 zł netto (6000 zł brutto, 7228 zł koszt pracodawcy). Dla porównania dobry stolarz w Polsce zarabia co najmniej trzy razy tyle. Więc czasem za pięknym brandingiem stanowiska nie stoi żaden realny awans finansowy? Bo rebranding bez zmiany produktu czy jakości usługi, nadal zostanie tylko „nowym logo”.
Nowomowa i sztucznie kreowane zawody prowadzą do rynku, który tworzy coś, co już istnieje tylko pod nową nazwą. Naiwnie daje nadzieję na „super karierę”, która w praktyce często jest niskopłatnym stanowiskiem juniorskiego poziomu. Fach i realne umiejętności zastępuje branding, a uczelnie i firmy walczą trendami, zamiast uczyć rzemiosła.
Nie musisz robić rebrandingu swojego życia, żeby być kimś wartościowym. Wystarczy, że robisz dobrze to, co robisz. Świat się zachłysnął tytułami i angielskimi nazwami, ale żadna
wizytówka nie przykryje braku umiejętności. Wizerunek to nie zawód więc jeśli chcesz zarabiać więcej nie szukaj nowego słowa, tylko nowej kompetencji. Jeśli chcesz być bardziej widoczny nie zmieniaj stanowiska, tylko pokaż efekty, bo rebranding bez zmiany zawartości to tylko nowy lakier na starym samochodzie. Inwestuj w rozwój, nie w słowa. Bo wartość pracy mierzy się skutecznością, nie etykietą.