PR jest tani. Możesz zapłacić za zasięgi, followersów, lajki, nawet statuetkę „lidera branży”, ranking najlepszych restauracji i opinie na Google Maps. Wszystko da się zamówić z dostawą na jutro. Ale nadal nie da się kupić wiarygodności. Więc jeśli za kampanią stoi produkt, który NIE DZIAŁA, inwestycja, która nigdy NIE POWSTAŁA albo strategia, której nikt NIE WDROŻYŁ – PR staje się niczym MAKE UP trupa. I nieważne, jakiego pudru użyjesz ani w jakiej marki garnitur go ubierzesz – wcześniej czy później każdy trup zaczyna gnić.
Plany? Są jak postanowienia noworoczne: do lutego żyją, a w grudniu zostaje tylko poczucie winy i wymówki. Większość firm ma więcej planów, zmian, systemów naprawczych i zapomnianych strategii niż jest igieł na bożonarodzeniowym drzewku. W folderach błyszczą logotypy, identyfikacje wizualne, dokumenty na setki stron, których nikt nie czyta i wizje na dekadę do przodu, które „czekają na swoją kolej, aż skończy się bieżączka”. A bieżączka nigdy się nie kończy. Zawsze jest jakieś pilne spotkanie, delegacja, konferencja i coś na wczoraj. Świat się nie zatrzyma dla nas, to my musimy zorganizować tak czas, by znaleźć przestrzeń na zmianę. Strategia bez wdrożenia to tylko obietnica, a obietnicą nawet najlepszego obiadu niestety nie da się najeść.
Dla jednej z firm przygotowywałam kiedyś audyt SEO sklepu internetowego. Wyszło klasycznie: mnóstwo uwag, etapy zmian, poprawek i jeszcze więcej pracy do zrobienia. Pracy żmudnej, bo nie każdą automatyzację da się wdrożyć, a nawet jeśli… to nie każdy ma bazę danych, z której można czerpać. Wdrożenie leżało i czekało na „lepszy moment”, aż w końcu o nim zapomniano. Po roku przyszedł nowy specjalista, który zakwestionował moje kompetencje gdyż zauważył braki na sklepie. Wysłałam mu więc ten sam audyt – ten sprzed roku. Ani jeden element nie został zrealizowany. Po kilku miesiącach nie było już ani specjalisty, ani poprawek na sklepie, bo przytłoczyła go „bieżączka”. Efekt każdej strategii rodzi się z sumienności wdrożenia i konsekwencji, nie z kolejnych, nawet najdroższych dokumentów wrzucanych do szafy.
Pamiętajmy, że najlepszy PR to efekt. Kiedy produkt lub usługa są tak dobre, że ludzie sami chcą o nich mówić. Kiedy samorząd swoim działaniem realnie zmienia życie jednego mieszkańca, który z własnej woli opowiada, jak bardzo poprawiła się jego codzienność. Kiedy urząd staje się takim wsparciem dla przedsiębiorcy, że to sam przedsiębiorca zachęca innych do inwestowania tam, gdzie urzędnicy upraszczają formalności, zamiast gonić z jedną parafką od pokoju do pokoju. Tak naprawdę to człowiek, który poleca Cię przy obiedzie znajomemu, to lepsza reklama niż billboard na Lipowej, bo jego zdanie jest bardziej wiarygodne niż jakikolwiek spot. To właśnie jest PR przez efekt, a nie przez gadanie.
Dziś, podczas konferencji „4Podlaskie – Na zdrowie!”, pokazałam tylko jeden slajd: pusty i czarny. Celowo. Chciałam, żeby ludzie się zastanowili: „czy coś się zepsuło?”. Bo to właśnie emocje pamiętamy najbardziej. Kontrast zawsze przyciąga uwagę. A w marketingu przede wszystkim. W świecie, w którym wszystko krzyczy i miga, najbardziej wybija się cisza. A czasem jedno mocne zdanie mówi więcej niż tysiąc grafik.
Więc jeśli jesteś przedsiębiorcą i wierzysz, że wystarczy reklama — oszukujesz siebie.
Jeśli jesteś samorządowcem i liczysz, że wystarczy konferencja prasowa — marnujesz czas ludzi.
A jeśli jesteś wizjonerem i myślisz, że wystarczy opowiadać — zastanów się, kto jutro kupi Twój produkt czy usługę, jeśli one nadal nie istnieją. Bo nawet największy wizjoner, który potrafi tylko mówić, w końcu zostanie zapomniany. Bo nie ma większego grzechu w biznesie niż marketing bez efektu i opowieść bez zakończenia.
PR ma tylko pomagać opowiadać o tym, co działa. Nie pudrować tego, co nigdy nie zadziałało albo nawet nie powstało.
Dlatego zamiast pytać „jak nas postrzegają?”, zapytaj:
– „czy to, co robimy, ma realny wpływ?”,
– „czy działa?”,
– „czy jest potrzebne?”,
– „czy jest warte tego, by ktoś chciał o nas mówić?”.
Bo świat nie potrzebuje więcej ładnych prezentacji. Potrzebuje rezultatów.
Zajmuję się PR-em od prawie piętnastu lat i wiem, że nawet najlepszy PR nie zastąpi produktu ani usługi, o których ludzie chcą mówić sami. A ja tylko pomagam opowiedzieć historię tak, by miała szansę zostać zauważona.