Blog

Dziś o 15.00 mnie pokroją… moje kochane plecki…

Spójrzmy prawdzie w oczy – mam problem z utratą kontroli. Lubię mieć życie w garści. Na próby sterowania mną reaguję alergicznie. To nie znaczy, że nie słucham rozsądnych argumentów, ale o sobie decyduję ja. Nie lubię, jak ktoś próbuje mną kierować czy narzucać swoją wolę. Jestem też otwarta na nowe rozwiązania, ale to wszystko tylko poboczne projekty — nie ja i nie moje życie.

Więc wszechświat lubi nas testować. Szczególnie osoby, które mają ogromne poczucie, że cała ich rzeczywistość i życie zależy tylko od nich. Więc czas dać się uśpić i oddać w ręce doktora. Przecież nie pomogę mu w operacji, nie zwrócę uwagi, że ma przesunąć nieco w lewo nerw, żeby go nie uszkodzić. Oddaję się nieprzytomna w ręce człowieka, pewnie bardziej bezradnie niż kiedykolwiek wcześniej. Pokora wobec tego, co się wydarzy. Bo cóż mogę? Nic. Nigdy bardziej nie mogłam „nic” niż teraz.

W moim pokoju są 3 kobiety, z których każda niesie wyjątkową historię. Sądziłam, że może będę wyjątkowa, bo jestem młoda… a prawda jest taka, że 2 z nich są w moim wieku. I wcale nie jestem też w najgorszej sytuacji zdrowotnej na sali. Po prostu jestem jedną z wielu osób, którym przydarzyło się akurat to. Los, przypadek, konsekwencja działań, a co za różnica? Przecież szukanie w sobie winy nic nie zmieni. Trzeba pogodzić się z sytuacją i odpuścić. Więc odpuszczam. Odpuszczam przede wszystkim sobie: niedoskonałości i wady. Odpuszczam złe decyzje, bo dzięki nim zyskałam doświadczenie, które ukształtowało mnie człowiekiem, jakim jestem. Nie chowam w sobie żalu do przeszłości. Odpuszczam. Nie chowam w sobie żalu do nikogo. Przecież wszystkie nasze zachowania mają gdzieś swoje źródło i wynikają z czegoś. Nie chcę trzymać w sobie jakichkolwiek negatywnych emocji do nikogo. Już wystarczy. Odpuszczam Ci i nie chowam żalu. Nie chcę go ani chować, ani dłużej
pielęgnować. Nie myślcie jednak, że to jakieś ostatnie pożegnanie. To po prostu decyzje, które podejmuje się po to, żeby coś zmienić. Chcę zmienić tak wiele… wszystko, co niekorzystnie wpłynęło na moje zdrowie. Pozbyć się stresu, który rujnuje moje ciało. Ukrywa się w różnych zakamarkach i działa druzgocąco na moje ciało, mój umysł i moje życie. Nie zawsze da się go pozbyć, ale zdecydowanie nie można się go trzymać. Stres unieruchamia dosłownie i w przenośni. Zatrzymuje w ciele i w rozwoju, zatrzymuje w miejscu.

Boję się tego, co przyniesie wieczór. Przebudzenia. A z drugiej strony, może to będzie też przebudzenie w przenośni. Zrozumienie, że to, co często wydawało się tak ważne i istotne, w rzeczywistości wcale nie ma znaczenia. Że słowa, które czasem słyszałam, nie miały tak naprawdę żadnego znaczenia. Że to, że zawsze jestem tak surowa dla siebie, kaleczy mnie i wyniszcza. Że nie doceniam tego, co mam, mimo że to więcej, niż kiedykolwiek marzyłam.

O 15.00 pokroją mój kręgosłup… a ja czuję się, jakby mieli wyciąć wszystko, co wyniszcza moją duszę.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka