Jedną z najtrudniejszych rzeczy, z którymi przyszło mi się zmierzyć w życiu jest krytyka. I zupełnie nie chodzi mi tutaj o hejt dla samego hejtu, tylko o faktyczne zwracanie uwagi na to, co mogłoby być lepsze. I to często prawda, bo może i by mogło. Jednak obawa przed krytykiem zarówno tym zewnętrznym, jak i wewnętrznym czasem nas paraliżuje. Paraliżuje w działaniu i w podejmowaniu decyzji, bo co będzie, jeśli nasz wybór okaże się kiepski? A nawet jeśli będzie dobry, to może mógł być lepszy. Wciąż i wciąż chcemy lepiej, ale „lepiej” jest wrogiem dobrego i przez nieustanną obawę przed po prostu zrobieniem czegoś zamieramy.
Dojrzałość polega, moim zdaniem, na zrozumieniu, że nie wszystkim wszystko się spodoba. Nie każda nasza decyzja zyska grono fanów i zawsze będzie ktoś, kto stanie w opozycji. Jednak dojrzałość, a może nawet mądrość polega na tym, że jeśli zauważamy, że nasza decyzja była zwyczajną pomyłką, to musimy umieć przyznać się do błędu. Nie zapierać się nogami i rękami, kiedy większość świata pokazuje nam, że to nie było to, tylko po to, żeby postawić na swoim. Tak robią ludzie głupi. Tak często robią też politycy, wierząc, że te same działania powtarzane w kółko doprowadzą do innych wyników. Rozczaruję Was – nie doprowadzą. Zmiany wynikają tylko ze świadomej refleksji nad sobą, ciągłej edukacji i zrozumienia, że jesteśmy tylko ludźmi i możemy się pomylić.
Tak wiele razy w życiu się pomyliłam. Pewnie częściej niż rzadziej. Mam niezłą intuicję, ale moje pragnienie bycia akceptowaną sprawiało, że kiedyś bałam się mówić. Czekałam zamiast działać. Jakby moje zdanie czy opinia na jakiś temat mogły być powodem do ukarania mnie – niejednokrotnie były. Jednak z wiekiem przyzwyczaiłam się do kar i krytyki. Dojrzałam do niej. Już wiem, że każde słowo, nawet najprawdziwsze, może prowadzić do konsekwencji, bo ktoś może poczuć się urażony. Przecież niejednokrotnie ja też czułam się dotknięta czyjąś krytyką, którą często uważałam za niesłuszną. Czasem potrzebowałam wielu tygodni na refleksję, by zrozumieć, że była słuszna.
Bliżej mi już do 40 niż do 30 i może dlatego przestałam tak bardzo bać się krytyki. Mój mąż często zwraca mi uwagę, że przez to, że tak głośno wyrażam swoją opinię, często obrywam. Najlepszym przykładem jest mój TikTok, który miał być testem działania platformy dla moich klientów, a stał się źródłem częstego hejtu i złośliwości. Jednak im więcej tych złośliwości otrzymuję, tym bardziej się na nie uodparniam. Nie mam problemów z blokowaniem ludzi, a już szczególnie fałszywych kont. Po co mi osoby, które żyją tylko po to, żeby dowalać innym. Nie wspomnę już o botach, które wypluwają hasła polityczne czy związane z wojną, byle tylko bez kontekstu atakować i zastraszać. Tak, tak – TikTok jest przepełniony prorosyjskimi botami, na które jest tylko jedno rozwiązanie – blokada. Ale kod nie rani. Ranią ludzie.
Jak ludzie chronią się przed krytyką? Zamierają i nie robią nic. Coraz rzadziej się wypowiadają w obawie, że nadepną komuś na odcisk. Ja już tylu osobom „obskrobałam piętkę”, że nawet nie zliczę. Nawet kiedy dzwonię do tych osób, często udając miłą, żeby coś załagodzić, oni nawet nie wiedzą, że ja wiem. I nie chodzi o ich krytykę wobec mnie, tylko o zwykłą złość i zemstę, bo prawda nawet najprawdziwsza, często jest bolesna.
Dojrzałam, by zrozumieć, że nie każdy musi mnie lubić. Dojrzałam do tego, by godzić się na akceptowanie nieidealnych rozwiązań, bo idealnych często po prostu nie ma. Dojrzałam, by rezygnować z perfekcji na rzecz działania. Dojrzałam, by konstruktywne refleksje nad moją przeszłością kreowały lepszą przyszłość. Dojrzałam do bycia nieidealną w świecie, który nawet ideał potrafi zmiażdżyć dla własnej uciechy. Dojrzałam do odpuszczania lepszego, na rzecz dobrego.
Blog
Dojrzewamy do krytyki
Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka