Jak bardzo chciałabym zrozumieć, dlaczego idealizuję rzeczywistość? Dlaczego staram się przykrywać syf smutnej rzeczywistości migoczącymi, świątecznymi światełkami? „Gówno zawinięte w papierek nadal pozostanie tylko gównem” – powiadają. Czyż nie tym jest człowiek? Zbiorem krwi, wody, odchodów i innych podrobów, owiniętych w skórę pokrytą włosami i nierównymi pazurami. Sami w sobie jesteśmy obrzydliwi, więc okrywamy się przyjemną w dotyku tkaniną, tuszując brzydotę makijażem i brodą. Małpa po laserowej depilacji i z rozumem – doskonała w swej niedoskonałości.
Skoro człowiek ma rozum, dla równowagi powinien mieć serce, czyli zdolność nadania wartości temu, co w istocie jest jedynie połączeniem instynktów, hormonów i doświadczeń. 80% nas zaczyna się i kończy w oparciu o normy kulturowe, w których zostaliśmy wychowani. Do tego dochodzą obciążenia pokoleniowe i wszechobecne, górnolotne hasła powtarzane przez masy. W świecie, w którym moda na szczęście jest wszechobecna, nie wypada być wulgarnym ani smutnym. W świecie, gdzie uśmiech stał się narzędziem, coraz trudniej odnaleźć prawdę w szarej codzienności.
Uśmiecham się – bo wtedy nikt nie pyta, co się dzieje. Wchodzę w schematy, w których się nie odnajduję, bo przecież trzeba gdzieś przynależeć. Krzyczę tylko wtedy, gdy jestem sama w aucie, bo nie chcę rozmawiać o tym, co mnie boli. Nie lubię dzielić się swoją energią, bo za często nie wystarcza mi jej, by wstać z łóżka. Mam ochotę krzyknąć: „Weź się w garść!”, gdy widzę, że za długo się nad sobą użalasz. Prawdą, którą mówię, przysparzam sobie więcej wrogów, niż mogłoby stworzyć największe kłamstwo.
Obezwładniająca samotność w świecie bez przyszłości, z całkiem kiepską przeszłością. Zgadzamy się na ustępstwa, bo przecież jakoś trzeba przetrwać – odpoczywając raz na pół roku. Słodzimy codzienność kolorowymi światełkami, by choć trochę odnaleźć w niej smak, by znów się nią rozkoszować. By to co wydaje nam się tak zwyczajne, znów stało się niezwykłe i magiczne. Poszukujemy wciąż nowych wyzwań i gramy, by nie przegrać życia, bo nie jesteśmy pewni, czy na inne możemy liczyć.
Jesteśmy tak słabi, jak pusta jest nasza wyobraźnia, i tak silni, jak nasze decyzje oraz działania. Jesteśmy tak zdeterminowani, by dążyć do szczęścia, jak silny jest nasz lęk przed rozczarowaniem. A rozczarowanie? Znów staje się elementem codzienności.
W mojej grafomanii nie ma sensu, są tylko przemyślenia nad bezsensem istnienia.