Mogłabym zacząć ten tekst klasycznie: „Nie mam nic przeciwko coachom, ALE…” – ale to byłoby kłamstwo. Mam przeciwko nim zdecydowanie dużo za dużo. Przynajmniej tym samozwańczym guru sukcesu, którzy na LinkedInie tytułują się „ekspertami od życia”, a ich największym osiągnięciem jest cytowanie Paulo Coelho w PowerPointcie.
Nie wiem, jak to się dzieje, ale im bardziej absurdalne teorie coachowie głoszą, tym większą mają rzeszę wyznawców. Najbardziej bawi mnie złota zasada: „Wystarczy uwierzyć, a wszechświat ci to odda”. Nie mam nic przeciwko pozytywnemu myśleniu, ale chciałabym przypomnieć, że za moje rachunki nie płaci wszechświat, tylko ciężka praca i faktury, które wystawiam. Muszę kiedyś spróbować zamówić w kawiarni kawę i zamiast płacić, powiedzieć pani za barem, że „wszechświat jej odda”, ciekawe czy skończy się to dobrze? Z jakiegoś powodu coachowie nigdy nie wyjaśniają, jak przekonać ZUS do tej metody płatności. Może właśnie jakby zarząd ZUS miał coachów, wszystko wyglądałoby inaczej… Wszechświat ogarnąłby nam całkiem niezłe emeryturki.
Kolejnym moim ulubionym bezsensownym cytatem jest: „znajdziesz coś, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu”. Bzdura. Ja mam pasję, ale moje kolano uniemożliwiło mi trwanie w niej. Znalazłam inną, a nie chciałabym uzależnić od niej mojego życia i środków finansowych do w miarę satysfakcjonującej codzienności, bo przecież presja utrzymania się z niej byłaby ogromna. W końcu mogłabym ją znienawidzić, tylko dlatego, że nie jestem w stanie się z niej utrzymać – mimo, że ją kocham. Znalezienie pasji to błogosławieństwo, ale nikt nie mówi, że czasem prowadzi w ślepą uliczkę i mimo, że się np. kocha taniec, później trafia się na występ disco polo na wiejskiej dyskotece, zamiast opery w Sydney.
Jednym z ulubionych haseł coachów jest: „Nie przejmuj się tym, co myślą o tobie inni!”. W teorii piękne, w praktyce – no cóż… Zwłaszcza jeśli prowadzisz firmę albo próbujesz rozwijać markę osobistą. Wyobraź sobie, że masz restaurację i w odpowiedzi na negatywne opinie klientów w Google Maps, zamiast poprawić menu, mówisz: „Wasza krytyka mnie nie obchodzi, bo jestem wystarczająca, taką mnie stworzył wszechświat”. Raczej długo byś w branży nie przetrwał. To, co myślą o nas inni, ma znaczenie – zwłaszcza gdy płacą nasze rachunki. Konstruktywna krytyka pomaga nam obrać właściwy kierunek w dalszym rozwoju. Dzięki innym czasem możemy złapać dystans i poprawić w swoim biznesie to co może być lepsze. Ja wiem, że mam problem z komunikacją z pracownikami, bo często zakładam, że wiedzą to wszystko co ja, więc mówię skrótami myślowymi przez co moje komunikaty są niejasne. Zmieniam to w sobie i staram się dopytać czy na pewno mają wszystkie niezbędne informacje. Feedback zawsze jest ważny w samorozwoju (oczywiście nie mówimy tutaj o hejcie – go oczywiście trzeba olać!).
„Bądź najlepszą wersją siebie” – co to w ogóle znaczy? Najlepszą w czym? W nieudanych dietach? W niedosypianiu? W scrollowaniu TikToka o północy? Coachingowa nowomowa brzmi pięknie, ale nie przekłada się na rzeczywistość. Bo prawda jest taka, że czasem najlepsza wersja siebie to ta, która zamawia frytki o północy i nie ma ochoty na wielkie osiągnięcia. I to jest okej. Nie zawsze ma się siłę na 100%, bo musi być też moment na naładowanie akumulatorów pod kocykiem przy mało ambitnym serialu Netflixa. Przecież nie wszystko co w życiu robimy i oglądamy musi być zawsze niszowe i wielbione przez krytyków.
Czy coaching to samo zło? Oczywiście, że nie. Istnieją dobrzy trenerzy, którzy mają wiedzę i doświadczenie w swojej dziedzinie. Przede wszystkim na sobie przerobili case study dojścia do celu, o którym mogą opowiedzieć i być może zainspirować nas swoją historią. Za to kocham biografie, które ubogacają moją duszę świadomością, że w życiu nic nie przychodzi łatwo i to normalne, że czasem nawet najlepszy plan musi się zwyczajnie zjebać. Ale jeśli ktoś zaczyna od „zmienię twoje życie”, „pokażę ci tajemną drogę sukcesu” albo „twoje bogactwo zaczyna się w twojej głowie” – uciekaj. “S jak sukces” to to samo co “N jak naiwna”. Zmykaj, najlepiej szybko i nie oglądaj się za siebie. Bo może się okazać, że za chwilę będziesz płacić komuś za naukę pogodzenia się z Twoim wewnętrznym dzieckiem, które szuka koneksji z wszechświatem. Pamiętaj, że prawdziwi przewodnicy duchowi nigdy nie oczekują od Ciebie pieniędzy.
Tak że, drodzy coachowie – jeśli naprawdę chcecie pomóc ludziom, zamiast powtarzać banały, nauczcie ich konkretnych rzeczy: jak negocjować podwyżkę, jak inwestować, jak rozwijać firmę. A jeśli nie macie wiedzy, to przynajmniej uczcie się nowych cytatów, bo „wszystko dzieje się po coś” już się trochę przejadło.