Blog

Czego się boimy w ciszy

Z dźwięków, które znam, najbardziej oddziałuje na mnie cisza. Wyłączony telewizor, brak muzyki czy pusty dom. Dźwięk potrafi bardzo łatwo manipulować naszym nastrojem. Działa trochę jak tabletki przeciwlękowe – wygłusza bodźce zewnętrzne. Jeśli mam gorszy dzień lub czuję brak energii, odpowiedni utwór potrafi zmienić moje nastawienie. Staje się swoistego rodzaju mantrą, wpływającą na nasze podejście do danego dnia, sytuacji, a nawet życia.

Mój mąż bardzo często prosi mnie o ciszę. O wyłączenie muzyki podczas jazdy autem czy wieczornej toalety. Wie, że najbardziej boję się usłyszeć i dopuścić do głosu własne myśli. Bo nic nie przeraża mnie bardziej niż prawda, która jest ukryta gdzieś głęboko w głowie… taka, do której nie mam odwagi przyznać się przed sobą, a co dopiero przed kimkolwiek innym.

Kiedyś sądziłam, że moje głosy w głowie, które regularnie wygłaszają kazania na temat wszystkich moich lęków, w końcu zamilkną. Bo przecież to oczywiste, że strach da się pokonać. Czy na pewno? Moim zdaniem co najwyżej można go oswoić i nauczyć się go pokonywać, ale on zawsze gdzieś głęboko w nas pozostaje. Nawet myśląc o – wydawałoby się – już przepracowanych rzeczach, jak w moim przypadku organizacja 9. edycji Street Noise… Z jednej strony tworzę ten event od prawie 10 lat, a z drugiej – zawsze mam obawy, że nie wyjdzie. Przezwyciężam swój lęk, żeby nie zatrzymał mnie w działaniu, ale czy to znaczy, że się nie boję? Tworzenie czegoś jest zawsze czymś niepewnym i pełnym obaw. Działa się w nieustannym pogodzeniu z lękiem, ale nie jest prawdą, że się go nie ma.

Lęki najgłośniej odczuwamy w ciszy – i może dlatego wciąż przed nią uciekam. Może kiedy nie mamy szans usłyszeć, czego tak naprawdę się boimy, ten lęk nie ma możliwości się ujawnić. Tylko czy wtedy nie niszczy nas od środka? Nie wiem.

Często słyszę słowa: „ja nie jestem taka odważna”, „jak ty się nie boisz” lub „mnie inaczej wychowano”. Mnie w zasadzie też. Większość osób urodzonych w latach 70. czy 80. ma podobne doświadczenia dorastania i wychowania z rodzicami, których priorytetem były w PRL-u kartki. Wychowywało się dziecko, by mogło przetrwać i przeżyć w zmieniającym się świecie, a nie, by napędzać je do samorozwoju, pasji czy zbyt wylewnie kibicowało. Twarda szkoła, a nie pełne entuzjazmu wsparcie w nowych pomysłach na siebie i dowożenie każdego dnia na zajęcia pozalekcyjne. Nikt wtedy nawet by nie wpadł na to, że rodzic ma cię gdzieś zawieźć, skoro są autobusy, pociągi i oczywiście, sprawne młode nogi.

Odwagę i to, czym ona właściwie jest, zaczyna się rozumieć z wiekiem. Im jesteśmy starsi, tym racjonalniej potrafimy podejść do strachu, który towarzyszy nam nieustannie. A co więcej, z wiekiem i doświadczeniem przychodzi również coraz większa świadomość i zaczynamy się bać również rzeczy, o których w młodości nie mieliśmy pojęcia, że istnieją. I znów się przełamujemy – tylko po co? Sama nie wiem.

Cisza uświadamia mi często, że właściwie często nie rozumiem swoich decyzji. Że są zbyt pochopne, zbyt szybkie i podjęte zbyt emocjonalnie, bez przestrzeni na oddech. A zdecydowanie jedną z rzeczy, bez której nie potrafimy poczuć się dobrze, jest właśnie przestrzeń na głęboki oddech w ciszy, w zgodzie ze sobą.

Boję się najbardziej tego, że moje decyzje będą złe. Ale zweryfikować je mogę tylko w działaniu. Więc działam, bo przecież życie mamy jedno.
Cisza nie jest tylko brakiem dźwięków — to lustro, w którym odbijają się nasze najgłębsze myśli, lęki i prawdy. Może nie da się całkowicie pozbyć strachu, ale można nauczyć się działać pomimo niego. I choć cisza bywa przerażająca, to właśnie w niej rodzi się największa odwaga i to ta właśnie, która nie potrzebuje oklasków.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka