Blog

Czego nie mówimy głośno?

Czy też tak macie, że czasami błogosławieństwem jest to, że nikt nie słyszy naszych myśli?
Chyba najczęstsze, które mi się zdarza: „Mów szybciej, bo zaraz się posikam”. Wiem, dosadne, ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie błagał wszechświata w myślach, żeby rozmówca skończył, bo pęcherz już dawno powiedział „koniec rozmowy”.

Kiedy jestem już totalnie zmęczona, a ktoś zamiast streścić i przejść do brzegu, nadal opowiada bajki dookoła, bo zwyczajnie lubi być w centrum – mój mózg krzyczy: „Nie wiem, o czym ty mówisz, ale kiwam głową, bo może szybciej skończysz… hmm, co zjem dziś na obiad?”. Niestety, jeśli ktoś zbyt wiele razy coś powtarza lub zwyczajnie mówi o czymś, co nas nie interesuje odpływamy mimowolnie. Nie złośliwie, tylko z bezradności wobec braku charyzmy lub zbytniego przeintelektualizowania tematu. Inna sytuacja: wiemy, że nasz rozmówca kompletnie nie wie, o czym mówi. I to zdarza się dość często. Ludzie wolą nie przyznać się do braku wiedzy, bo nikt nie wie wszystkiego próbują więc to ustroić długimi wywodami dookoła.

Z pewnością każdy choć raz stosował też tryb: „Przepraszam, mam spotkanie, nie mogę teraz”, a w głowie gra melodia: „Nie, nie jestem zajęta, po prostu nie chce mi się z tobą gadać”. To nie tak, że chcemy kłamać, po prostu nie chcemy urazić rozmówcy zbytnią szczerością. Nie zawsze mamy siły na wszystko w każdym momencie, więc drobne kłamstwo pomaga nam przetrwać w tym rozpędzonym świecie.

„Muszę to przemyśleć” zamiast: „Nie mam kur** pojęcia, o co mnie pytasz”. Nie zawsze jesteśmy w stanie odpowiedzieć z rękawa na każde pytanie, dlatego „szyjemy” historię o potrzebie analizy, a tak naprawdę nie mamy pojęcia, o co druga strona pyta. Czasem nawet zaczynamy od sprawdzenia słowa, którego użyła, bo nie ogarniamy, co znaczyło. Ale udajemy profesjonalnych, więc idziemy w tym kierunku za wszelką cenę. Sprawdzamy i wracamy po „przemyśleniu”.

Sądzę też, że kiedy ktoś nas bardzo zawiódł, zdarza nam się odpowiedzieć na „nie gniewaj się”, nie jestem zła”, a w głowie gra: „tylko rozczarowana”. Emocja zawiedzenia się czyimś zachowaniem odciska się na nas nie w formie złości, tylko rozczarowania człowiekiem. Najczęściej wtedy, gdy za słowami nie stoją czyny. Nie chcemy uchodzić za osoby „nadwrażliwe”, więc po prostu zapamiętujemy i idziemy dalej.

Inna myśl, która pewnie też was dopada w te dni, gdy potrzebujecie poleżeć, pomyśleć i żeby nikt do was nie mówił, wpada ktoś i zaczyna frazesy typu: „dasz radę”, a w głowie pojawia się: „nie potrzebuję coacha, tylko świętego spokoju”. Każdy ma gorszy dzień, w którym wykrzesze z siebie 10% i to normalne. Nikt nie może funkcjonować non stop na 100%, bo to jakby jeździć autem 160 km/h bez serwisu i wymiany części.

„Milczę, bo nie mam sił już się z tobą spierać, ale to, że nic nie mówię, nie oznacza, że się z tobą zgadzam.” Milczenie nie zawsze jest oznaką słabości, czasem jest oznaką bezsilności. Nie zawsze chce nam się po raz kolejny kogoś uświadamiać, gdy wiemy, że nic z tego nie wynika. Czasami słuchamy i z każdym słowem coraz bardziej wiemy, że ta osoba nie ma pojęcia, o czym mówi, a mimo to brnie dalej. Polemika jest narzędziem do rozmowy z ludźmi, którzy mają argumenty, a nie z tymi, którzy chcą udawać, że znają się na wszystkim.

„To twoja wina” i tego też nie mówimy. Prawie nigdy. Kiedy przyjaciółka zwierza się z kolejnej patologicznej relacji, w którą weszła. Kiedy klient nie dostarczył materiałów na czas i nie da się wywiązać z umowy. Kiedy żona przesoli zupę. Wtedy mówimy: „życie”, bo to

naprawdę jest życie. Nie wynika z niczyjej nieomylności, tylko z tego, że jesteśmy ludźmi.

Nie mówimy wszystkiego, co myślimy i całe szczęście. Chwała, że chociaż myśli mamy dla siebie na tym nieustającym padole wykreowanej autentyczności. Czasem warto przemilczeć własne myśli, by nie sprawić komuś przykrości, a czasem dla własnego bezpieczeństwa. Bo naprawdę niewiele osób radzi sobie z krytyką, nawet tą konstruktywną, zaczynającą się od „co można poprawić”.

Nasze myśli to błogosławieństwo gatunku. Dlatego doceniajmy je i moim zdaniem, kiedy trzeba, zostawiajmy je dla siebie. Nie każdy musi i chce wszystko wiedzieć.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka