Blog

Czego boimy się najbardziej? Również w Halloween

Od czasów studiów uwielbiałam Halloween! Te pamiętne socjoparty w Rejsie, przebieranki w Lofcie, zbyt mocno zakrapiane domówki dla zbyt młodych ludzi i zagryzka tylko w postaci chipsów. Przemieszczanie się po mieście dwudziestolatków w totalnie upokarzających strojach wampirów, laleczek Chucky i pająków. Wtedy człowiek nie zastanawiał się, co o nim pomyślą ludzie w autobusie, bo ponad ocenę innych stawiało się własne samopoczucie i zabawę.
A teraz? Hm. Jakoś to wszystko stało się zbyt znane, absorbujące i przewidywalne. Jesteśmy zbyt zabiegani i przemęczeni, by zatrzymać się dla samej zabawy, więc bawimy się wtedy, kiedy wypada, a nie wtedy, kiedy naprawdę mamy na to ochotę.

Już nie boimy się tego samego co 20 lat temu. Czasem mam wrażenie, że najbardziej obawiam się własnych obaw. Tego, że zrealizuje się najgorszy możliwy scenariusz, mimo że szansa na to jest może jedna na sto. Ale gdybyśmy mieli w Totku szansę jeden do stu? Pewnie każdy by grał.

Boimy się tego, co ktoś o nas pomyśli, choć często sami myślimy o sobie dokładnie to samo. Dlatego podwójnie boimy się, że ktoś nas przejrzy. Boimy się, że coś się nie uda tak bardzo, że uczucie paraliżuje nas do tego stopnia, że nawet nie zaczynamy. Odwlekamy decyzje tygodniami, miesiącami, latami, przywołując z odmętów pamięci nasz plan, wierząc, że kiedyś przyjdzie lepszy moment. Rok za rokiem, a ten moment wcale nie nadchodzi. Obowiązków wcale nie ubywa, a jedynie się zmieniają. Co więcej, jest nam coraz ciężej, a energia, która kiedyś pozwalała balować trzy noce z rzędu, dziś kończy się o pierwszej w nocy na pierwszej imprezce – po tym, jak nie dotarliśmy na before i nie planujemy afteru.

W Halloween wcale nie boimy się bardziej. Po prostu łatwiej jest wtedy odwrócić uwagę od rzeczy, które naprawdę nas przerażają. Bo co nam może zrobić plastikowy szkielet w porównaniu z tym, co sami zrobiliśmy sobie dotychczas kiepskimi decyzjami?

Mówią, że na łożu śmierci żałuje się głównie tego, czego się nie zrobiło. Pewnie coś w tym jest. Bo błędy można naprawić, ale zaniechania już nie. Najpierw trzeba źle skręcić, żeby wiedzieć, gdzie zawrócić. Nie da się jednak cofnąć momentu, w którym zabrakło odwagi, by ruszyć z miejsca. Nie da się przeżyć jeszcze raz wieczoru, w którym można było powiedzieć „tak”. Zostaje tylko myśl: mogłam. Mogłam zatańczyć, mogłam pojechać, mogłam spróbować, mogłam zostać dłużej, mogłam odejść, mogłam odezwać się pierwsza, ale wtedy wydawało się, że będzie jeszcze czas. Że życie to długi film, a nie szybki trailer, który kończy się nagle w połowie zdania.
Bo żałoba po niewykorzystanych szansach boli mocniej niż po popełnionych błędach.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka