Blog

BAD BUNNY – bo sztuka jest po to, by mówić o tym, co ważne

Bad Bunny sprawił, że cały świat o nim usłyszał i wcale nie zrobił tego kontrowersją. Nie prowokacją, tylko pięknym performansem mówiącym o wspólnocie, historii i dotykającym symboli, które nie raziły, a sprawiały, że sięgałeś dalej, analizując i zastanawiając się: dlaczego?

Jesteśmy na drugim końcu świata, a jednak jesteśmy tak samo podzieleni jak społeczność USA – spolaryzowana na dwa środowiska polityczne, w których nie możesz stać się samodzielną, myślącą istotą, bo wykracza to poza ich światopogląd. A przecież można być po prostu ZA. ZA miłością. ZA wolnością. ZA byciem dla innych takimi, jakimi chcielibyśmy, by ludzie byli dla nas. ZA prawdą. ZA zgodą. ZA działaniem dla dobra większości, a nie dla indywidualnych zachcianek zaciętych polityków myślących tylko o tym, by wyszło na ich.

Zaślepionych własnym EGO i trzymających się tego, co powiedzieli raz, w obawie przed krytyką, że nie wiedzieli, co robią. A kiedy okaże się, że się pomylili… to nie ich wina. To pracownik. To mecenas. To „nie o to mi chodziło” i „źle mnie zrozumieli”. To poseł źle powiedział albo radny.

Ci biedni politycy, którzy nie myślą samodzielnie, bo zamiast książek lepiej odnajdują się wśród plotek. Zamiast czystego sumienia wolą wynagrodzenie za naciąganą umowę albo stanowisko dyrektorki dla córki w zamian za głosowanie tak, jak sobie życzą. Sprzedają swój głos, który dawno przestał cokolwiek znaczyć. Bo za czyste sumienie nikt nie płaci. A kiedy coś wyjdzie na jaw, zamiast przyznać się do błędu, wpieprzają się w jeszcze większe bagno, ciągnąc nas za sobą.

Zamiast manifestu miłości, wspólnoty i działania na rzecz lepszego życia na świecie, ważniejszy jest indywidualny interes przechodzący z rąk do rąk.

Bad Bunny musiał mieć dodatkowych ochroniarzy i kamizelkę kuloodporną, by nieść manifest wolności i miłości. Działał mimo lęku. Bo jeśli nikt się nie przeciwstawi, agresorzy i ich pionki będą czuli się bezkarni.

Może zacznijmy od stawania w obronie ludzi, a nie tylko własnych interesów. Od zadawania sobie przy każdym kroku pytania: czy na pewno nikomu w ten sposób nie zaszkodzę? Nie zniszczę życia? Nie zabiorę szansy? Przecież po pierwsze – nie szkodzić…

Kocham kraj, w którym żyję i najwięcej przykrości sprawia mi polaryzacja. To, że co 4–5 lat spotykamy się z „rozliczaniem” poprzedników, zamiast skupić się na tym, by nie rozpieprzyć tego, co dobre i dołożyć to, co sami dobrego wnosimy. Skupić się na działaniu i tym, co dalej, a nie na prywatnych zemstach ku chwale nienawiści. Gdyby skupili się na pracy u podstaw, niesieniu miłości i dobra, wszystko wyglądałoby inaczej.

Dlaczego każdy musi być w naszym kraju pisowcem albo platformensem? Dlaczego ci, którzy najgłośniej krzyczą, że nie są, sami startują w wyborach z ich list? A jak nie startują, to zawierają koalicje, które dają im kolejne pieniądze, stanowiska i władzę… Coś się tym ludziom pomieszało z działaniem na rzecz społeczności, a prywatnych interesów… Przecież polityk to też społecznik, który ostatnią złotówkę, swoją dietę odda, by pomóc innym… Czyż nie tak powinno być? 

Dlaczego nie potrafimy zrozumieć, że istnieje jeszcze samodzielne myślenie i świadomość przyznania, kiedy ktoś robi coś dobrze, a kiedy robi to do dupy? Bez względu na jego poglądy, czasem może dać radę, a czasem spieprzyć. Jak to w życiu.

Przecież przynależność czy powołanie na stanowisko nie sprawiają, że ktoś staje się nieomylny. Wręcz przeciwnie – dają więcej okazji do błędów i nakładają kilkakrotnie większą odpowiedzialność za każde słowo i czyn. Brakuje tylko świadomości, że nie można zasłaniać się nikim, skoro samemu wybrało się taką ścieżkę.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Za każde słowo. Za złą decyzję. Za zły dobór ludzi. 

Dziś chcę być jak Bad Bunny. Znów mieć siłę i chęć tworzyć, bo świat potrzebuje zmiany oddolnej… od małych przemyśleń wychodzących z codziennego życia i ulicy, a nie z wielkich salonów politycznych elit.

Marta Wójcik – Właścicielka DC Marketerzy | Marketerka | Reżyserka