Każdy etap w życiu kształtuje nas jako ludzi, a większość osób na naszej drodze, z którymi współpracowaliśmy, trenowaliśmy czy dzieliliśmy pasję, wpływa na nas czy tego chcemy, czy nie. Czasem staje się tylko anegdotą, wsparciem, czasem nauczką czy porażką, z którą nie mogliśmy sobie poradzić, przestrogą, a nawet szansą, której się podjęliśmy lub nie. Są też osoby, zdarzenia i sytuacje, które stają się dla nas wszystkim naraz: szczególnie gdy dzieliliśmy z nimi spory kawałek życia.
Trafiłam do nowej szkoły Fair Play Crew trzy miesiące przed swoją osiemnastką (w 2006 roku). Akurat byłam na spektaklu tanecznym „Morosophus”, który mnie totalnie zachwycił i na którym informowano o naborze do grup. Parę miesięcy wcześniej zakończyłam współpracę z Białostockim Teatrem Tańca. Całe życie tańczyłam taniec współczesny i szukałam miejsca dla siebie (wtedy nie wiedziałam, że zakocham się w tańcu ulicznym). I zaczęło się moje życie wśród Fair Playów.
Moim pierwszym trenerem był Roofi, później dołączył do niego Niecik. Po roku dostałam od FPC propozycję pracy i dlatego zamiast wyjechać na studia. Takie rozsądne i życiowe: zostałam, bo tu wiedziałam, że zarobię pieniądze na chleb. Decyzję, którą uczelnię wybieram spośród tych, na które się dostałam, podjęłam właśnie na grillu u Roofiego w Grajewie, gdy Blacha zaproponował mi pracę jako instruktorce (i gdy wiedziałam, że nie dostałam się na Reżyserię).
Pojawiła się ekipa Fair Play Kwadrat, w której zagościłam niedługo… bo wyleciałam. Pewnie słusznie. Kiedy reszta ekipy miała czas, np. w wakacje na wspólne treningi, ja jako studentka zarabiałam na swoje utrzymanie w Anglii na taśmie lub w sezonie jeżdżąc po wioskach i przedszkolach, ucząc dzieciaki i jednocześnie edukując się jako choreografka i instruktorka, ale nie tancerka. Większość tancerzy pewnie to zna kiedy w pewnym momencie jest za dużo zajęć, uczniów, jeżdżenia, za dużo zawodów i człowiek czuje, że nie ma progresu, bo na prawdziwą pracę nad sobą i rozwój nie starcza już siły.
To, że wyleciałam z ekipy, dało mi takiego kopa, że rok później byłam w Londynie i zainwestowałam całą swoją kasę, żeby w końcu ruszyć z progressem. Później spektakl dyplomowy „Mendacium” w Krakowie, kolejny „Naznaczona” w Białymstoku i oferta awansu na menedżerkę szkoły tańca Fair Play, która wtedy miała filie (chyba) w pięciu miastach w Polsce i dwie w samym Białymstoku.
Z czasem chciałam jednak czegoś więcej – własnej szkoły tańca. Pojawiła się pół roku później, ale w Ostrowi Mazowieckiej. Dlaczego tam? Bo już wtedy miałam tam grupy, które nie mieściły mi się w grafiku MOSiR-u, a jestem osobą lojalną i nie chciałam robić konkurencji w Białymstoku chłopakom z FPC, którzy jako pierwsi we mnie uwierzyli.
I wiecie, jak kończy się ta historia? Prowadzę firmę od 10 lat i tak naprawdę nadal współpracuję z chłopakami. W życiu bywa różnie, są różnice zdań, ale jesteśmy ludźmi i w zdrowych relacjach wszystko polega na tym, że potrafimy się dogdać – oczywiście jeśli chcemy. Dlatego sądzę, że nie ma większej referencji dla nas jako ludzi, naszej pracy niż to, że ktoś współpracuje z nami od… uwaga: dokładnie 19 lat. Jeśli trafiliście kiedyś na stronę FPC: https://fairplaycrew.com/ – to właśnie moja firma ją tworzyła. I nawet teraz, kiedy mam już swoją nową firmę @DC Marketerzy, chłopaki nadal są ze mną włączając współpracę przy promocji 30-lecia.
Co mi dał Fair Play? Przede wszystkim najbliższe przyjaźnie, które przetrwały prawie dwie dekady. Pierwsza przyjaciółka, która zawsze wpada mi do głowy to Ola, której syna mam zaszczyt być matką chrzestną (Ola słusznie zauważyła, na bankiecie, że imprezujemy razem od 20 lat – fakt!). Kolejna to Monika, która swojego drugiego syna zaczęła rodzić w moim domu i Paulina, obok, której nawet kiedyś zamieszkałam, a po drodze miałyśmy tyle przygód, wzlotów i upadków, że starczyłoby na pięć różnych relacji.
Jeśli coś dał mi FPC, to właśnie te trzy przyjaźnie. Oczywiście wiele innych wartościowych relacji i świetnych ludzi, których poznałam w FP, w tym takie wspaniałe grupy jak Cement, i8i, Gruz, No Wayki, Old Guys Project, grupę Krump i wiele innych pięknych działań, które ukształtowały mnie jako człowieka, artystkę i przedsiębiorczynie.
W życiu trzeba umieć doceniać. Dlatego zawsze będę wdzięczna chłopakom z Fair Play Crew za szansę na pierwszy awans w wieku 22 lat i możliwość uczenia się zarządzania oraz prowadzenia biznesu. Za to, że mogłam trzymać w biurze moją suczkę Tabakę. Że mogłam organizować pierwsze imprezy masowe i nauczyć się konferansjerki, bo MC nie dojechał na event.
Wojtek, Rafał, Karol, Czarek (moi kiedyś szefowie z FPC) dziękuję za Poronin, współpracę przy 10. edycjach Fair Play Dance Camp, Gumno, „Więcej na rękach”, Spotkaniec, Versity Busters, Over the Top, wszystkie zajęcia, pokazy, joby, nagrody Tytana Pracy i jeszcze inne, których nazw nie mogę sobie przypomnieć oraz wszystkie pozostałe projekty, które kształtowały zapewne równolegle nas wszystkich, ale przede wszystkim za ludzi, których dzięki Wam poznałam.
Dziękuję za to, że mnie kiedyś wywaliliście, bo mimo że długo to było moja pięta achillesowa, na lata stała się największym motywatorem do pracy i treningu.
Dziękuję za ludzi, których poznałam, i za możliwość bycia przez dekadę częścią wielkiej rodziny Fair Play. Dziękuję wszystkim osobom, z którymi przyszło mi pracować. Dziękuję ekipom i tancerzom z projektów czy spektakli, w których tańczyłam, moim uczniom, uczestnikom zajęć, realizatorom eventów, fotografom, DJ-om, rodzicom dzieciaków i przede wszystkim ludziom, z którymi przeżyłam swoją młodość i wszystkie imprezy. Bo ustalmy to sobie – nasze imprezy były ikoniczne! Dziękuję za doświadczenia i wspomnienia, które miały wpływ na to jaką osobą dzisiaj jestem!