Jeśli 2025 miał być spokojniejszy… to chyba pomylił adres.
Nadszedł grudzień. Mój najukochańszy miesiąc. Miesiąc, który zawsze przypomina mi, że kolejny rok znów był szybszy od poprzedniego. I kiedy zastanawiam się, gdzie podziało się ostatnich 11 miesięcy… nadal nie mam dobrej odpowiedzi.
Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie był to rok kończenia niedokończonych spraw. Zamykania rozdziałów pełnych dramatów i zmieniania ich w zwykłe obyczajówki. Czy wszystko udało się zakończyć? Oczywiście, że nie. Ale przynajmniej zaczęłam domykanie tego, co prowadzi człowieka do miejsca, w którym nie żałuje, że jakaś ciężka decyzja dopiero przed nim.
Jeśli mnie znacie, wiecie, że niewiele jest takich freaków świątecznych jak ja. Więc kiedy wczoraj ogarnialiśmy nagrywki na Jarmarku Świątecznym, byłam wzruszona atmosferą i tym, jak ludzie do nas podchodzili przepełnieni radością i magią tego czasu. Kocham grudzień za to, że świąteczne światełka potrafią sprawić, że nawet największy mruk uśmiechnie się do szarego budynku, który dzięki kilku lampkom zyskuje elegancję. Wystroił się, żeby nas zachwycić. Kolejne budynki obok przenoszą nas w krainę dzieciństwa, jakbyśmy na chwilę byli bohaterami świątecznych filmów.
Do tego moje Wigilie już się zaczęły. Pierwsza w Podlaskim Stowarzyszeniu Właścicielek Firm. Uwielbiam składać życzenia szczególnie tym, którzy są mi bliscy, bo wtedy jest moment, żeby szepnąć w ucho coś, czego ta osoba naprawdę pragnie, choć często boi się wypowiedzieć to na głos. Piątkowa Wigilia dała mi przede wszystkim dużo śmiechu i rozmów takich prostych, rodzinnych, z przekomarzaniem, na które można sobie pozwolić tylko z najbliższymi. Na koniec zostałyśmy we cztery i czułam się jak w domu, kiedy goście wychodzą, a my palcami wyjadamy ulubione przysmaki z drugiego końca stołu. Przecież najczęściej do ludzi zbliżamy się przypadkiem, spotykając się akurat wtedy, kiedy każdy najbardziej tego potrzebujemy nie zdając sobie z tego sprawy. Bo relacje powstają z energii, którą się przyciągamy.
Przede mną kolejna Wigilia, ale tym razem z moją nową firmą DC Marketerzy. I pewnie zabrzmi to głupio, ale na samą myśl jestem wzruszona. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że praca była dla mnie zawsze czymś więcej niż „robotą do odbębnienia”. Ludzie, z którymi spędzam kilkadziesiąt godzin tygodniowo, są dla mnie kimś więcej niż pracownikami czy współpracownikami. To osoby, z którymi chcę budować relacje oparte na zaufaniu, przyjemności współpracy i wspólnym celu. Chcę, żeby moi klienci traktowali mnie jako część swojej firmy — partnera, na którego mogą liczyć. Takiego towarzysza drogi jak Sam dla Froda, razem kroczących przez Mordor polskiego biznesu. To mój wyznacznik dla nowej firmy: budować relacje na lata, w atmosferze nieustających świątecznych światełek. A gdy przyjdzie gorszy czas, wspólnie na nowo przystroić szary budynek w błyszczące lampki sukcesu.
Samodzielnie, a nie jako wspólniczka, prowadziłam firmę ostatni raz 10 lat temu i może dlatego prawie codziennie przynoszę do biura nowy świąteczny gadżet, który zamienia zwykłe biuro w mały jarmark. Chcę, żeby ludzie przychodzili do pracy z uśmiechem i poczuciem, że chcą być z resztą ekipy. Że szefowa jest od rozwiązywania, nie od mnożenia problemów. Jestem dumna, że mam ludzi, którzy chcieli ze mną nadal pracować też w nowej firmie. Dumna z klientów, dla których ważniejsze było współpracować nadal ze mną, a nie gdzie pracuję. To mnie buduje i napędza.
Spokój w firmie daje mi przestrzeń do tworzenia kolejnego filmu, nad którym już pracuję. „Wzajemnie” z premierą w 2026 roku, wydaje mi się już „starym projektem”, bo jestem fanką
gonienia króliczka, a nie podziwiania tego, co już gotowe. Czas na preprodukcję: „Gramy w wojnę czy pokera?” i oczywiście jeśli ktoś ma ochotę, wciąż szukam producentów i sponsorów, bo wiadomo: film tani nie jest.
Jeszcze tylko te plecy… które pewnie znów mi pokroją, bo jedno kichnięcie wystarczyło, żeby kręgosłup wrócił do stanu sprzed operacji jak pokazał rezonans. Ale wierzę, że i tak będzie dobrze, bo gdybym nie wierzyła, nie byłabym sobą: Martą i Aż Kobietą.
Czas na magię grudnia, a pamiętajcie, że pojawi się tylko wtedy, kiedy damy jej przestrzeń i czas, żeby w ogóle móc ją dostrzec.