Artysta – Marta Wójcik

Kiedyś postrzegałam siebie jako tancerkę. Później jako choreografkę. Dziś wiem, że tak naprawdę jestem artystką, choć to słowo wciąż wydaje mi się zbyt górnolotne. A jednak nie znalazłam lepszego odpowiednika. Bo kim jest ktoś, kto od ponad dwóch dekad używa ruchu, słowa, obrazu i muzyki, żeby opowiedzieć światu, co w nim siedzi i jak widzi świat?

Nie jestem politykiem ani charyzmatycznym mówcą. Swój przekaz oddaję w formie sztuki. Tańczę od 1998 roku, a od lat z pasją tworzę choreografie i reżyseruję spektakle, piszę scenariusze i publikuję teksty, inscenizuję artystyczne sesje zdjęciowe i pokazy mody, łączę słowo mówione z grafikami, produkuję festiwale i wydarzenia artystyczne. Przestałam dzielić te zróżnicowane formy sztuki już dawno, bo stosowanie i wykorzystywanie różnych form artystycznych pozwala mi wyrażać to, co we mnie tkwi. Tańczę od 1998 roku. Scena była moim pierwszym językiem, zanim nauczyłam się mówić tak głośno i tak wprost. Taniec nauczył mnie dyscypliny, pracy z ciałem i zespołem, ale przede wszystkim pokory wobec procesu. To na parkiecie zrozumiałam, że perfekcja nie istnieje, a próba za próbą wcale nie gwarantuje sukcesu, tylko daje narzędzie, by lepiej wyrazić emocję. Z czasem zaczęłam tworzyć choreografie, prowadzić zajęcia, organizować warsztaty i współpracować z ludźmi, którzy podobnie jak ja szukali w tańcu prawdy o sobie.

Ale nie zatrzymałam się na tym. Kiedy w 2013 roku otworzyłam własną szkołę tańca, szybko odkryłam, że biznes i sztuka z jednej strony są ze sobą ściśle powiązane, a z drugiej nie mają nic wspólnego. Uczyłam dzieci i dorosłych kroków i choreografii, a jednocześnie uczyłam się sama czegoś co nie miało nic wspólnego ze sztuką, czyli jak prowadzić firmę, tworzyć strategie promocji, negocjować warunki umów i walczyć o rentowność. Freeway Dance Studio było dla mnie pierwszym polem bitwy miejscem, w którym nauczyłam się, że twórczość mimo wszystko, zawsze musi iść w parze z organizacją.

Z czasem przestało mi to wystarczać. Chciałam mówić więcej, mocniej, inaczej. Dlatego zaczęłam pisać scenariusze, reżyserować spektakle, tworzyć obrazy, które łączą słowo, ruch i obraz wizualny. Powstały takie projekty jak „Errare Humanum Est”, „Naznaczona”, „Aż Kobieta”, czy liczne pokazy łączące teatr , taniec, słowo i muzykę. W sztuce nigdy nie ograniczam się do jednej formy, bo życie też nie zamyka się w jednym kadrze. To miks emocji, metafor i kontrastów. Moje dzieła nie są perfekcyjne. Są pełne wad, rys, niedociągnięć – tak jak ja. I to jest w porządku. Wierzę, że prawdziwa sztuka zawsze ma rysy, bo tylko wtedy jest prawdziwa.

Równolegle od 2009 roku zaczęłam produkować eventy, spektakle i festiwale w całej Polsce. Niektóre z nich zna każdy, a inne były bardziej lokalne, ale równie ważne, bo dawały przestrzeń do spotkania i wymiany. Pracowałam jako organizatorka, współorganizatorka i konferansjerka. Rozpisywałam budżety, opracowywałam scenariusze i harmonogramy, współpracowałam z artystami i sponsorami, pilnowałam logistyki i realizacji. Wiem, jak wygląda wydarzenie od środka, od ustalenia nazwy i terminu po moment, w którym gasną światła i publiczność wychodzi z sali. Wiem, że za każdą owacją stoją setki godzin pracy w cieniu. I lubię ten cień, bo tam rodzi się prawdziwa siła eventu.

Od 2016 roku tworzę także Street Noise międzynarodowy festiwal tańca w Białymstoku, który z roku na rok przyciąga coraz więcej uczestników z Polski i Europy. To dla mnie dowód, że sztuka wciąż żyje, że ludzie potrzebują przestrzeni, w której mogą się spotkać, zatańczyć, porozmawiać, poczuć wspólnotę. Event to też spektakl tylko na większą skalę, z innym scenariuszem, ale tą samą emocją.

Moja droga zaprowadziła mnie również do filmu. Ukończyłam Warszawską Szkołę Filmową, gdzie zaczęłam rozwijać warsztat reżyserski. Tworzę spoty reklamowe, krótkie formy wideo, filmy o tematyce społecznej. Dwa z nich zostały nominowane do Grand Video Awards:. „Ze sztuką mi do twarzy” i „Tu przeszłość spotyka się z przyszłością”. Dla mnie kamera to kolejne narzędzie, które pozwala mówić o sprawach, o których trudno napisać czy zatańczyć. Film uczy precyzji, bo każdy kadr ma znaczenie, każde światło zmienia historię, a każdy dźwięk potrafi podbić albo zniszczyć emocję.

W sierpniu 2024 roku ukończyłam zdjęcia do mojego debiutu fabularnego, krótkometrażowego dramatu „Wzajemnie”. To historia kobiety, która w noc sylwestrową decyduje się odejść od męża po latach życia w cieniu pozorów i przemocy. Gdy prawda wychodzi na jaw, dom staje się polem bitwy, a kamera podgląda emocjonalny rozpad związku. W głównych rolach wystąpili Olga Bołądź i Mikołaj Roznerski – duet, który wprowadził w tę historię prawdę i intensywność, jakiej potrzebowałam. Praca z aktorami tej klasy była dla mnie ogromnym wyzwaniem i lekcją, ale też potwierdzeniem, że potrafię prowadzić zespół w tak wymagającym projekcie. Kino stało się dla mnie kolejnym językiem. Kamera daje mi możliwość opowiedzenia tego, co trudno wytańczyć i co nie zawsze da się napisać. Film to dla mnie miks wszystkich moich dotychczasowych doświadczeń: ruchu, słowa, obrazu, muzyki i emocji. Wierzę, że „Wzajemnie” to dopiero początek.

Równolegle od 2019 roku prowadzę również bloga: martaw.pl/blog. To moja przestrzeń szczerości i autoterapii. Piszę o życiu, biznesie, społeczeństwie, feminizmie i sztuce. Piszę bez filtrów, często zbyt szczerze, przez co palę mosty, ale też buduję prawdziwe więzi z czytelnikami. Wiem, że moje teksty potrafią kogoś zatrzymać, sprowokować do refleksji, a czasem dać poczucie, że nie jest się samym w swoich zmaganiach. Blog to dla mnie sztuka codzienności, równie ważna jak spektakl czy film, bo daje mi głos bezpośredni i pozwala łączyć się z ludźmi na bieżąco.

Nie jestem politykiem ani mówcą motywacyjnym. Nie chcę wygłaszać manifestów z trybuny. Sztuka daje mi głos, który jest bardziej ludzki i mniej oczywisty. Kiedy mówię wprost jako kobieta biznesu, prezeska, dyrektorka czy liderka moje słowa bywają oceniane politycznie, społecznie, biznesowo. Kiedy tworzę spektakl, film czy event, mogę mówić metaforą. A metafora jest szczera, bo każdy może ją odczytać inaczej, przez własne doświadczenia. I właśnie to jest dla mnie najcenniejsze, że widz, odbiorca czy uczestnik nie dostaje gotowej prawdy. Dostaje lustro, w którym widzi siebie.

Tworzę z perspektywy kobiety, bo tylko tę znam. To moja siła i moje ograniczenie jednocześnie. Pokazuję świat oczami kobiety, która żyje w Polsce, prowadzi firmę, tworzy sztukę i walczy o swoje miejsce. To nie jest perspektywa idealna ani uniwersalna. To moja perspektywa i tylko nią mogę się dzielić uczciwie.

Sztuka pozwala mi żyć. Bez niej czuję się jak ktoś, komu odebrano głos. Dlatego piszę, reżyseruję, tańczę, produkuję, organizuję, kreuję. Nie po to, by zdobywać nagrody czy lajki, ale po to, żeby nie stracić kontaktu ze sobą. Dla mnie najważniejszą wartością nie jest perfekcja ani status. Najważniejszy jest czas. A czas nie czeka na dopracowane ideały. Czas jest tu i teraz. Dlatego tworzę tak, jak potrafię, w danym momencie. Zawsze trochę nierówno, zawsze trochę za szybko, ale zawsze autentycznie.

Wierzę, że sztuka ma moc katharsis. Może oczyścić, sprowokować, zainspirować. Może sprawić, że przez chwilę nie czujemy się samotni. I właśnie dlatego tworzę, bo wierzę, że moje dzieła mogą sprawić, że ktoś przez chwilę poczuje, że jest mniej sam na tym świecie.

Tworzę, bo inaczej nie umiem…

Projekty &

praca